9. kadencja, 37. posiedzenie, 1. dzień (15-09-2021)

Oświadczenia.

Poseł Władysław Kurowski:

    Pani Marszałek! Wysoki Sejmie! Chciałbym z tego miejsca przedstawić jedną z wielu historii mojego regionu z okresu niemieckiej okupacji, historię, która już na zawsze pozostanie w pamięci mieszkańców, rodzin i całej społeczności lokalnej, a jej upamiętnienie to także mój obowiązek.

    Dzień 24 lipca to szczególna data dla wszystkich mieszkańców gminy Sułkowice. W tej miejscowości powiatu myślenickiego w 1943 r. odbyła się krwawa i okrutna pacyfikacja, w wyniku której na tzw. bydlęcym rynku i w plebańskiej stodole zamordowano 26 osób - mieszkańców Sułkowic i Harbutowic.

    Akcja pacyfikacyjna została starannie zaplanowana i przygotowana przez okupanta niemieckiego. Według świadków na terenie Sułkowic było wówczas od 2 do 3 tys. żołnierzy. Duża liczba żołnierzy mogła świadczyć o tym, że Niemcy bali się interwencji oddziałów partyzanckich, które były rozlokowane w pobliskich lasach. Wszystko zaczęło się w nocy, na przełomie 23 i 24 lipca 1943 r. Tuż przed godz. 24 pierwsze samochody przekroczyły granicę Sułkowic. Oddziały pacyfikacyjne nadjechały do Sułkowic równocześnie ze wszystkich stron. Około godz. 4 rano zaczęto wypędzać ludzi z domów. Po odszukaniu osób z tzw. czarnej listy dokonywano ich aresztowań. Na rynku hitlerowcy rozpoczęli przygotowania do przesłuchań. Z całej wsi grupami prowadzono mieszkańców w stronę centrum, na rynek bydlęcy. Pełną szerokością drogi przesuwał się tłum ludzi otoczony szczelnym kordonem uzbrojonej żandarmerii. Przez cały czas ludzie byli popychani, bici i wyśmiewani. Widzieli, jak ich sąsiedzi są wyciągani z domów i przygotowywani do przemarszu. Żołnierze podsycali strach mieszkańców, mówiąc im z uśmiechem, że czeka ich śmierć, a cała wieś zostanie spalona, jak znajdą broń chociażby w jednym domu lub obejściu. Spędzonym na bydlęcy rynek mężczyznom kazano leżeć głową do ziemi z wyciągniętymi przed siebie rękami. Nieposłusznym groziły kary cielesne, a nawet śmierć przez rozstrzelanie. Cały bydlęcy plac zaścielony był ludźmi. Było tam ok. 3 tys. osób. Słońce paliło niemiłosiernie, ciężarne kobiety mdlały z wyczerpania. Dla nikogo nie było litości.

    Ludzi znajdujących się na tzw. czarnej liście gestapo prowadziło pod plebańską stodołę. Na rozkaz gestapowców wstawali i wchodzili po kolei przed niby-sąd, który zlokalizowany był w środku stodoły. Tam odbywały się bestialskie przesłuchania. Ludzie byli bici i torturowani. Później za stodołą plebańską odbyła się egzekucja osób konających i już nieżyjących. Na ofiarach wykonywano wyrok śmierci przez strzał w tył głowy. Ci, którzy przeżyli przesłuchanie, mieli zostać jako pierwsi wywiezieni na przymusowe roboty.

    Ok. godz. 16 mieszkańcy zostali zwolnieni do domów. Gestapowcy zakazali pogrzebu pomordowanych. Dopiero po wojnie, w 1945 r. ekshumowano ich ciała i uroczyście pochowano na cmentarzu parafialnym.

    W 1971 r. powołano społeczny komitet. Jego celem było wzniesienie w miejscu tragedii pomnika upamiętniającego ofiary tamtych wydarzeń, a także wszystkich mieszkańców Sułkowic, którzy zostali zabici przez gestapo, zginęli w obozach hitlerowskich lub podczas walki z okupantem. Odsłonięcie pomnika odbyło się 7 maja 1975 r., w przededniu 30. rocznicy zwycięstwa nad faszyzmem.

    Jakie były przyczyny pacyfikacji? Na podstawie zachowanych informacji przekazanych od osób, które przeżyły pacyfikację, dzisiaj możemy powiedzieć, że przyczyn pacyfikacji było kilka. Główną jednak była chęć zastraszenia mieszkańców, by pokazać, że nie warto pomagać partyzantom i walczyć o wolność. Nie można jednak traktować Sułkowic jako odosobnionego przykładu takiego bestialstwa. Pacyfikacji wsi i miasteczek w 1943 r. i w 1944 r. w Małopolsce było bardzo dużo, a wojsko niemieckie niemal wyspecjalizowało się w przeprowadzaniu takich akcji.

    Niech tamte wydarzenia na zawsze pozostaną w naszej pamięci. (Dzwonek) Cześć i chwała wszystkim tym, którzy zginęli z rąk agresora podczas niemieckiej agresji. (Oklaski)


Przebieg posiedzenia