9. kadencja, 37. posiedzenie, 1. dzień (15-09-2021)

Oświadczenia.

Poseł Grzegorz Lorek (tekst niewygłoszony):

    Rana, która nigdy się nie zabliźni

    W jednym z moich poprzednich wystąpień wspomniałem o stratach, jakie poniosła moja ziemia piotrkowska w II wojnie światowej. Świadomość tych strat dziś już nie zawsze jest powszechnie dostrzegana, co zrozumiałe. Pamięć jest zawodna i wypiera te wydarzenia, które były dla nas trudne lub wręcz traumatyczne. O niektórych takich wydarzeniach wiedzą niekiedy tylko historycy, wszak oni są najbliżej przeszłości i oni też przez swoją narracyjną pracę w pewien sposób ją kształtują.

    Piotrków przez kilka stuleci był siedzibą Trybunału Koronnego, czyli najwyższego sądu apelacyjnego dla spraw prawa ziemskiego. Podobny trybunał znajdował się w Lublinie. Instytucja ta założona przez mądrego króla Stefana Batorego rozstrzygała bardzo długo trudne spory między szlachtą: w Piotrkowie dla Wielkopolski, a w Lublinie dla Małopolski.

    Dziesięciolecia funkcjonowania owego elementu samorządu szlacheckiego w skomplikowanym systemie sądownictwa I Rzeczypospolitej owocowały ogromną ilością materiału archiwalnego. Akta zawierały kompletne opisy spraw dziejących się przed piotrkowskim sądem. Ich nikłe echa można znaleźć w doskonałej książce Walerego Łozińskiego ˝Prawem i lewem˝. Po trzecim rozbiorze w 1795 r. dokumenty uległy rozproszeniu, jednak ich zrąb pozostał w różnych miejscach w Piotrkowie. Większość z czasem znalazła się w archiwum miejskim.

    Po odzyskaniu niepodległości przez Polskę w 1918 r. w ramach akcji centralizacji archiwów dokumenty Trybunału Koronnego w Piotrkowie oraz piotrkowskie księgi miejskie znalazły bezpieczne, jak się zdawało, schronienie w archiwach warszawskich. Kiedy wybuchła kolejna wojna, początkowo nie budziły one specjalnego zainteresowania Niemców i stosunkowo spokojnie przeleżały do sierpnia 1944 r. Powstanie warszawskie było tragiczne nie tylko w swym ludzkim wymiarze. Na ołtarzu ofiarnego ciałopalenia złożono nie tylko życie tysięcy polskich żołnierzy i cywilów, ale także setki tysięcy bezcennych pamiątek przeszłości.

    Wszystkie piotrkowskie dokumenty spłonęły w Warszawie. Ktoś może powiedzieć, że nie czas żałować róż, kiedy płoną lasy. Ja jednak zapytam: Dlaczego nie? Powiedziałem tu o dokumentach piotrkowskich, to tylko przykład. W czasie wojny rozpętanej przez Niemców i Sowietów zniszczyli oni celowo tysiące dzieł sztuki i polskich zabytków historycznych. Czy to są rany wystarczająco głębokie?

    W Bibliotece Narodowej w Warszawie jest pewne wyjątkowe miejsce. Jest to urna, w której znajduje się kilka garści spopielonych przez Niemców książek i dokumentów. Robi wielkie wrażenie. Wśród wszystkich państw biorących udział w II wojnie światowej Polska poniosła największe straty w źródłach historycznych. To jest właśnie ta rana, o której chciałbym przypomnieć. Straciliśmy ogromną część naszego dziedzictwa. Ta wojenna trauma już nigdy się nie skończy, a rana nigdy nie zabliźni.


Przebieg posiedzenia