9. kadencja, 38. posiedzenie, 1. dzień (29-09-2021)
6. punkt porządku dziennego:
Sprawozdanie Komisji Finansów Publicznych o rządowym projekcie ustawy o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych oraz niektórych innych ustaw (druki nr 1532, 1532-A i 1597).
Poseł Henryk Kowalczyk:
Szanowna Pani Marszałek! Panie Ministrze! Wysoka Izbo! Oczywiście nie będę się ustosunkowywał do tych demagogicznych wystąpień typu: ograbiacie, piraci, napadli na Polskę, zabierają pieniądze, złodzieje itd., itd., to nie zasługuje na jakikolwiek komentarz. Myślę, że trochę niepoważna jest taka gadżetomania, wnoszenie tu setek ustaw. Pan przewodniczący Władysław Kosiniak-Kamysz przyszedł tutaj z ustawą. Ale co do meritum, to już nie pokusił się o dokładne wyliczenie i twierdzi, że jak ktoś ma 4000 zł zarobków, to zyska złotówkę. Nie, zyska 114 zł i warto to policzyć, naprawdę. Zyska 114 zł.
Wiem, co pan profesor ma na myśli, że oczywiście wszystkie zyski i tak wszyscy utracą, bo zdrożeją usługi publiczne. Tylko że usługi publiczne drożeją, dlatego że rosną koszty pracy. To przede wszystkim to. To jest nasz koszt dążenia do średniej europejskiej. Jak usługi publiczne mogą nie drożeć, jeśli każdy usługodawca, fryzjer, ślusarz, chce zarabiać tak jak w Niemczech, w Austrii? Naturalne jest, że usługi drożeją. (Oklaski) To jest nasz koszt dążenia do Unii Europejskiej, do tych średnich zarobków w Unii Europejskiej i to nie ma nic wspólnego z podatkami. Usługi publiczne zawsze drożały, tylko za waszych czasów nikt nie pomyślał, żeby dać ludziom ulgę w podatkach. To, że usługi publiczne drożeją, to jest fakt, ale najważniejsze jest to, że płaca średnia, minimalna wzrasta znacznie szybciej niż koszty usług. To jest najważniejsze. (Oklaski) Ten dochód pozostaje w kieszeniach, jest znacznie wyższy, niż to było poprzednio. To jest istota. Porównujmy te dwie rzeczy, a nie podatki i ceny usług publicznych.
Rzeczywiście było wyjątkowo dużo głosów osób wylewających łzy nad przedsiębiorcami. Zapewniam, że po wdrożeniu tej poprawki przedsiębiorcy do 13 tys., a może w niektórych przypadkach - podatek liniowy - trochę mniej... Zawsze jest wybór formy opodatkowania. Nikt nikomu nie każe być na podatku liniowym. Każdy przedsiębiorca wybiera taką formę opodatkowania, jaką uznaje za najbardziej stosowną, korzystną. Albo wybiera rozliczenie na zasadach ogólnych i zachowuje się tak jak pozostali obywatele na umowie o pracę, albo jeśli widzi, że tak jest korzystniej - podatek ryczałtowy, a jeśli nie - liniowy. Każdy ma w tym momencie swoje przywileje.
Natomiast, na co chciałem zwrócić uwagę, rzeczywiście nie zlikwidowaliśmy całkowicie degresywności obciążeń. Tu pełna zgoda z panem posłem Zandbergiem, z panią poseł Biejat. Faktycznie. Ale o czym to świadczy, jeśli chodzi o tę ustawę? Z jednej strony słyszymy, oczywiście tych głosów było dużo więcej...
(Głos z sali: Że zabijamy gospodarkę.)
...że tak mocno obciążamy przedsiębiorców, tych najbogatszych, mniej bogatych, natomiast nie patrzy się na ulgę i na to, że więcej dochodów zostaje w kieszeni tym najbiedniejszym, najuboższym. Pan poseł Zandberg mówi: zatrzymaliście się w pół drogi, trzeba było ciąć do spodu, ci najbogatsi powinni płacić, trzeba całkowicie zlikwidować degresywność. Te dwa głosy świadczą o tym, że rzeczywiście nie jest to system doskonały, ale jest to system kompromisowy, który wdraża to, co obecnie było możliwe. Wkłada się pieniądze do kieszeni podatników; największe daje się tym, którzy najmniej zarabiają, trochę mniejsze - klasie średniej, bo tutaj tylko przez system ulg. Ale rzeczywiście obciążenia podatkowe dla najbogatszych odrobinę rosną. To jest system, który nie jest w pełni sprawiedliwy - ale pewnie o sprawiedliwych podatkach to możemy pomarzyć, tak jak i sprawiedliwości na tym świecie pewnie nie osiągniemy w pełni - ale to jest kompromis. Te głosy świadczą o dobrym kompromisie, o tym, że zostało to skrojone na miarę możliwości na obecnym etapie. Przede wszystkim miarą całego systemu podatkowego i tej korekty podatkowej jest oczywiście to, że w kieszeniach podatników zostaje 17 mld. Mówię: 17, bo po tych poprawkach złożonych w komisji i tu będzie to już pełne 17.
Jeszcze jedno słowo wyjaśnienia. Pan poseł Grzyb z Polskiego Stronnictwa Ludowego...
(Poseł Krystyna Skowrońska: Profesora proszę nie uczyć.)
Na Boga, jeśli mówimy o tym, że chcemy wprowadzić większy udział w podatku PIT i CIT dla samorządów, to pomyślmy, komu chcemy dać więcej pieniędzy. Najbogatszym samorządom, bo one akurat mają duży udział w podatku PIT, są najbogatsze. Akurat te grupy najmniej stracą. Pomyślmy o gminach wiejskich, gdzie rzeczywiście głównymi płatnikami podatku PIT są emeryci i rolnicy, czyli właściwie nie będą w ogóle płacić podatku. Chcecie zrobić większy odpis, nie wiem 60%, 70%. Ilekolwiek byście nie robili, to z małego PIT-u... Od zera każdy procent to nadal zero. A duże miasta, najbogatsze samorządy osiągnęłyby z tego największe korzyści. Dużo bardziej sprawiedliwy - i takie rozwiązanie powinniście popierać i chwalić - jest system kompensujący wydatki w postaci subwencji. Mało tego, ta subwencja koryguje nawet zamożność gminy. To taki system, który wdrożyliśmy na poprzednim posiedzeniu Sejmu. Naprawdę nie brnijcie w to, bo samorządy, szczególnie wiejskie, się po prostu śmieją z tego rozwiązania, które proponujecie.
(Poseł Krystyna Skowrońska: To zróbcie wreszcie ustawę o samorządach.)
Naprawdę spotykam się z samorządami. Przestańmy mówić o rzeczach, które są w tej chwili nierealne albo szkodliwe dla samorządów mniej zamożnych. Dziękuję bardzo. (Oklaski)
(Przewodnictwo w obradach obejmuje wicemarszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska)
Przebieg posiedzenia