9. kadencja, 38. posiedzenie, 3. dzień (01-10-2021)

29. punkt porządku dziennego:

Pierwsze czytanie rządowego projektu ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu ułatwienia prowadzenia przez rolników rolniczego handlu detalicznego (druk nr 1516).

Poseł Mirosław Maliszewski:

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! Chciałbym wzmocnić ten głos, który przed chwilą wybrzmiał, że rolniczy handel detaliczny, przedtem nazywany sprzedażą bezpośrednią, to nie jest działanie, które ma szansę na dużą skalę uzdrowić polskie rolnictwo. Bo ono dotyczy tylko gospodarstw małych albo bardzo małych i gospodarstw specyficznie położonych, czyli np. w pobliżu dużych aglomeracji miejskich, a szczególnie w pobliżu ośrodków turystycznych. Taki model sprzedaży bezpośredniej rolniczego handlu detalicznego obserwujemy od kilkunastu lat czy nawet dłużej w krajach Europy Zachodniej. Ale jeżeli nawet dotyczy to 1% gospodarstw, warto się nad nimi pochylić i doprecyzować przepisy, które, powiedzmy, dadzą im szansę osiągnięcia dodatkowych dochodów albo dadzą im szansę podniesienia dochodów, bo będą mogły przetwarzać swoje produkty.

    Wyjaśnijmy jeszcze jedną rzecz. Rolniczy handel detaliczny powinien się odnosić - i ma uzasadnienie tylko w tym przypadku - do produktów przetwarzanych w warunkach domowych czy w warunkach gospodarstwa, bo sprzedaż produktów nieprzetworzonych jest dzisiaj możliwa z gospodarstwa bezpośrednio do wszystkich odbiorców, którzy są na rynku, niezależnie od ich wielkości, potencjału, siły ekonomicznej. I to nie jest obłożone podatkiem dochodowym czy obrotowym, tak jak w tym przypadku. To dotyczy więc tylko możliwości przerabiania produktów na poziomie gospodarstwa.

    Dlaczego jest takie małe zainteresowanie tym? Dlaczego tylko mniej niż 1% gospodarstw w Polsce prowadzi rolniczy handel detaliczny? Z tych powodów, o których mówiłem wcześniej. Żadne gospodarstwo średnie albo duże nie jest w stanie swojej produkcji zagospodarować w ramach rolniczego handlu detalicznego. Zadajmy kłam pewnym tezom, które pojawiają się w momentach krytycznych, np. w odniesieniu do producentów owoców miękkich, mówiącym o tym, że gdyby cały agrest ze swojego gospodarstwa przetworzyli w ramach rolniczego handlu detalicznego i sprzedali na rynku hurtowym do restauracji, do pobliskiego sklepu, osiągnęliby dwa, trzy, pięć razy większy dochód z produkcji. Otóż gospodarstwo wytwarzające nawet 10 t agrestu nie jest w stanie w ramach rolniczego handlu detalicznego tych 10 t przetworzyć, a zupełnie nie jest w stanie tych 10 t sprzedać w ciągu roku. Bo gdzie? Nie ma takiego odbiorcy, który taki specyficzny produkt w takiej ilości byłby w stanie kupić.

    Teraz o ułatwieniach, które w tej ustawie się pojawiają. One są częściowo iluzoryczne, częściowo mają szansę praktycznego zastosowania. Dziwi mnie też, że w dokumencie, który ma być strategicznym dokumentem odnoszącym się do polskiej wsi, działanie kierowane do mniej niż 1% gospodarstw jest wymieniane jako priorytetowe. Ono nie będzie miało wpływu na zmianę sytuacji polskiego rolnictwa. Tak samo jak nie będzie miało na to wpływu podniesienie akcyzy o 10 zł na 1 ha. To są działania o marginalnym znaczeniu dla polskiego rolnictwa. Dzisiaj czas wymaga tego, aby podejmować bardziej radykalne działania niż takie drobne.

    Ale na razie kilka zdań o tych rozwiązaniach, które są. Rzeczywiście podniesienie limitu zwolnienia z podatku z 40 tys. do 100 tys. dla wielu może być szansą. Na razie jednak niewielu było tym zainteresowanych, bo rzeczywiście liczba tych, którzy już mają szansę przekroczyć przychód ze sprzedaży produktów RHD powyżej 40 tys., jest w Polsce bardzo mała. To jak gdyby uwiarygadnia te słowa, które przed chwilą wypowiedziałem.

    Natomiast gdybyśmy połączyli to rzeczywiście z możliwością sprzedaży poza województwem, na terenie którego znajduje się gospodarstwo, i może przeprowadzili też inne działania ustawowe, które by zmuszały dużych odbiorców produktów do tego, aby sięgali po produkt lokalny, produkt pochodzenia lokalnego - takie rozwiązania są w niektórych krajach Unii Europejskiej, np. we Francji - to moglibyśmy spowodować większe zainteresowanie konsumentów, ale także np. sieci handlowych produktami wytwarzanymi w ramach rolniczego handlu detalicznego.

    Samo podniesienie kwoty niewiele da, bo dzisiaj ona nie jest ograniczeniem, dlatego warto o tym cały czas rozmawiać, warto proponować korzystne rozwiązania. Pamiętam pierwsze debaty, które w tej Izbie odbywały się kilkanaście lat temu, dotyczące tego, jak spowodować, żeby rolnicy mogli przejąć chociaż kawałek tego rynku przetwórczego i dysponować swoim produktem w formie przetworzonej, czyli uzyskiwać dodatkową wartość dodaną, przez co zwiększać dochodowość i dywersyfikować tę dochodowość. Wtedy rozmawialiśmy, napotykaliśmy na opór wielu środowisk, sieci handlowych, przetwórców, którzy do tej pory ten rynek mieli zmonopolizowany, wreszcie Ministerstwa Finansów. To oni blokowali te rozwiązania.

    Ta dzisiejsza propozycja podniesienia z 40 tys. zł do 100 tys. zł dla Ministerstwa Finansów (Dzwonek) jest neutralna, bo jak wiemy, tej ściągalności podatku nie ma. Niemniej jednak jako klub Koalicji Polskiej deklarujemy poparcie tego projektu. Oczywiście będziemy zgłaszali propozycje zmian w najbliższym czasie, również w formie projektów ustaw, bo np. warto w ramach rolniczego handlu detalicznego zająć się produkcją nalewek, destylatów i innych produktów na bazie alkoholu, na bazie owoców.

    (Poseł Robert Telus: I to mi się podoba.)

    To się wszystkim podoba, panu posłowi, mnie też, a szczególnie polskim konsumentom. I pytanie: Dlaczego w tym zakresie jest tak mało zmian i dlaczego tu się akurat poddajemy jakiemuś monopolowi, a nie potrafimy w tym momencie stworzyć dla rolników szansy na uzyskanie dodatkowych dochodów? Dziękuję bardzo. (Oklaski)


Przebieg posiedzenia