9. kadencja, 38. posiedzenie, 3. dzień (01-10-2021)
34. punkt porządku dziennego:
Pierwsze czytanie rządowego projektu ustawy o zmianie ustawy - Prawo o ruchu drogowym oraz niektórych innych ustaw (druk nr 1504).
Poseł Agnieszka Dziemianowicz-Bąk:
Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Powiedzmy sobie wprost: na polskich drogach i ulicach od lat trwa po prostu krwawa rzeź. Według danych Biura Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji w 2020 r. doszło do ponad 23 tys. wypadków drogowych. W ich konsekwencji śmierć poniosło niemal 2,5 tys. osób, a ponad 26 tys. odniosło rany, nierzadko wymagające wieloletniej i kosztownej rehabilitacji. To są konkretne, dramatyczne liczby, ale przecież największych krzywd związanych z tragediami na polskich drogach nie da się zmierzyć. Nie policzy się bólu i cierpienia po stracie ukochanej babci, ojca, dziecka, brata czy siostry. Gdyby dowolny rząd, niezależnie od tego, która partia była u władzy, wcześniej pochylił się nad zmianami legislacyjnymi w zakresie bezpieczeństwa ruchu drogowego, szeregu tragedii udałoby się uniknąć. Wiele rodzin mogłoby się nadal cieszyć z obecności ukochanej osoby.
Oprócz tej najcenniejszej wartości, jaką jest ludzkie życie i zdrowie, wypadki drogowe kosztują budżet państwa konkretne, ogromne pieniądze. W skali rocznej to ok. 56 mld zł. Poprawiając sytuację na drogach, możemy wiele jako społeczeństwo zaoszczędzić, a pozyskane w ten sposób pieniądze przeznaczyć np. na podwyżki dla przedstawicieli zawodów medycznych, nauczycieli, pracowników służby cywilnej, sądów czy prokuratur.
Polki i Polacy mają dość bandyterki na drogach. 82% polskiego społeczeństwa popiera wprowadzenie surowszych kar za przekraczanie prędkości. Aktywiści i społecznicy słusznie zwracają uwagę, że maksymalna stawka mandatu, która wynosi niezmiennie od prawie 25 lat zaledwie 500 zł, przestała już kogokolwiek odstraszać. Przestępcy drogowi przestali mieć jakikolwiek respekt dla prawa i polskiego państwa. Dlatego jako Lewica aprobujemy główny kierunek zmian zaproponowany w projekcie ustawy, czyli zwiększenie kar dla łamiących przepisy na drogach, podniesienie wysokości kwoty mandatów, wprowadzenie renty dla bliskich zmarłego czy powiązanie stawek ubezpieczenia OC z bezpieczną jazdą. Ale projekt ten niestety budzi także nasze poważne wątpliwości. Bardzo niepokojąca jest chociażby kwestia podniesiona przez rzecznika praw obywatelskich. Radykalne zaostrzenie kar ma bowiem dotyczyć również art. 90 kodeksu wykroczeń, który dotyczy tamowania ruchu. Co to oznacza w praktyce? Gdy podczas protestu ktoś wejdzie z transparentem na drogę, grozić mu będzie grzywna w wysokości nawet do 30 tys. zł. Czy rząd za pośrednictwem tej nowelizacji chce sobie zapewnić instrument do zniechęcania ludzi do korzystania ze swojego konstytucyjnego prawa do pokojowych zgromadzeń, narzędzie ograniczające prawo do strajku, spontanicznego protestu czy pikiety? Szczerze chciałabym wierzyć, że nie, że to jest po prostu błąd i niedopatrzenie, ale ponieważ prawa nie stanowi się na wiarę, dlatego Lewica złoży odpowiednie poprawki w tym zakresie.
Projekt ustawy wprowadza także chaos w przypadku drogowej recydywy. Dobór wykroczeń, które będą skutkować surowszą sankcją w przypadku ponownego popełnienia czynu karalnego w przeciągu 2 lat wygląda jak loteria. Dla przykładu, jeśli wcześniej wystawiono komuś mandat za tamowanie ruchu, a następnie ta sama osoba zostanie przyłapana na niewłaściwym parkowaniu, zostanie ukarana grzywną o wartości minimum 3 tys. zł. Z drugiej strony zaś, jeśli dwukrotnie popełni wykroczenie w postaci prowadzenia pojazdu pod wpływem alkoholu do 0,5 promila, za recydywistę uznana nie zostanie. W tym zakresie także zgłosimy poprawki, które uporządkują system karania w warunkach powrotu do wykroczenia.
W projekcie nowelizacji zabrakło również wielu innych bardzo istotnych zmian. Wciąż czekamy na możliwość czasowego zatrzymania samochodu osobom jeżdżącym wbrew zakazowi. Nie wiadomo, czy Ministerstwo Sprawiedliwości spełni swoje obietnice dotyczące konfiskaty aut za najcięższe przestępstwa drogowe. Projekt ustawy nie zawiera także realizacji postulatu nieuchronności kary przez zmianę egzekucji mandatów na uproszczone postępowanie administracyjne. Nie wrócono do pomysłu odbierania prawa jazdy za przekroczenie prędkości o 50 km/h poza obszarem zabudowanym. Cały czas czekamy także na zwiększenie liczby fotoradarów, przywrócenie możliwości ich stawiania przez samorządy, ustanowienie policji autostradowej, wprowadzenie odcinkowych pomiarów kontroli prędkości na autostradach i drogach szybkiego ruchu, na których dziś panuje po prostu wolna amerykanka.
Podsumowując, chcę powiedzieć, że chociaż ogólny kierunek proponowanych zmian jest słuszny, przedłożony Wysokiej Izbie projekt ustawy wymaga dopracowania. Jako Lewica będziemy popierać wszelkie zmiany zmierzające do poprawy bezpieczeństwa na polskich drogach, ale nie pozwolimy, żeby stały się one wytrychem do ograniczania konstytucyjnych praw obywateli. Dziękuję bardzo. (Oklaski)
Przebieg posiedzenia