9. kadencja, 38. posiedzenie, 3. dzień (01-10-2021)
32. punkt porządku dziennego:
Pierwsze czytanie rządowego projektu ustawy o zmianie ustawy - Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce oraz niektórych innych ustaw (druk nr 1569).
Poseł Jerzy Hardie-Douglas:
Panie Marszałku! Panowie Ministrowie! Wysoka Izbo! Przedłożony projekt ustawy jest próbą poprawienia złej sytuacji w opiece zdrowotnej. Jedną z przyczyn tego stanu, jak wiemy, jest dramatyczny deficyt lekarzy. Polska jest na samym końcu państw OECD, jeżeli chodzi o liczbę lekarzy. Mamy 2,4 lekarza na 1 tys. mieszkańców, podczas gdy średnia w krajach OECD to 3,5. Powodem jest po części emigracja medyków. Obecnie już co trzeci rezydent rozważa emigrację z Polski. Jak podają sami autorzy projektu ustawy, w trakcie rządów PiS-u, od 2015 r. do 2019 r., łączna liczba lekarzy wykształconych w naszym kraju, których kwalifikacje zawodowe uznano w Unii Europejskiej oraz Norwegii, zwiększyła się o ok. 63%. Po zdaniu LEP-u większość lekarzy otrzymuje propozycję pracy w krajach Unii, Wielkiej Brytanii lub Norwegii. Oferuje im się lepsze zarobki, łatwiejszy dostęp do specjalizacji, lepsze warunki socjalne, szacunek, ochronę. Są dobrze wykształceni, znają języki, więc wyjeżdżają.
Mamy jeden z najniższych w Europie współczynników zatrudnienia w sektorze opieki zdrowotnej. W ciągu 10 lat, w latach 2011-2021, wycena procedur medycznych wzrosła o zaledwie 11%, przez co szpitale są już zadłużone na ok. 18 mld zł. Załamuje się ratownictwo medyczne. Źle opłacani młodzi lekarze są obarczani bardzo licznymi dyżurami.
Opieka zdrowotna powinna być w najbliższych latach absolutnym priorytetem w wydatkach budżetu państwa. Tak się nie dzieje. Ewolucyjne podnoszenie udziału PKB w wydatkach na opiekę zdrowotną jest zdecydowanie zbyt wolne. W skali świata wydatki na opiekę zdrowotną są zwiększane co roku o ok. 5%, co powoduje, że mimo nieco większych nakładów na zdrowie w Polsce kraje rozwinięte jeszcze bardziej nam uciekają.
Autorzy ustawy chcą zwiększyć liczbę studentów medycyny, równocześnie próbując zatrzymać lekarzy w Polsce. Proponują: zwiększenie liczby uczelni, które mogłyby otwierać studia na kierunkach lekarskich i stomatologii; zachęcanie młodzieży do studiowania medycyny, czemu ma służyć nowy system stypendiów i pożyczek; powstrzymanie emigracji lekarzy, czemu ma służyć możliwość powiązania pożyczek i kredytów z obowiązkiem ich odpracowania w Polsce.
Autorzy proponują zarówno modyfikację istniejących kredytów studenckich, co rzeczywiście powinno spowodować ich większą dostępność, choćby przez ustalenie stałej marży kredytów studenckich na maksymalnym poziomie 2%, jak i wsparcie ze środków budżetu państwa osób podejmujących odpłatnie studia na kierunku lekarskim przy zobowiązaniu ich do późniejszego odpracowania kredytów w podmiotach, które udzielają świadczeń opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych. Chcą wprowadzenia kredytu na studia medyczne. Taki kredyt będzie szansą na uzyskanie zawodu lekarza przez osoby, które nieźle zdały maturę, ale nie dostały się na studia na kierunku lekarskim w trybie stacjonarnym. Często te osoby z powodu braku wystarczających środków finansowych nie mogą podjąć studiów odpłatnie. Taki kredyt na studia medyczne rzeczywiście może spowodować zdecydowane zwiększenie liczby osób studiujących w trybie niestacjonarnym. Przecież co roku zostają wolne miejsca na studiach niestacjonarnych, a liczbę tych miejsc można jeszcze znacznie zwiększyć.
Oczywiście należy zadać sobie pytanie, czy te środki w sposób znaczący zahamują odpływ młodych lekarzy. Bez zdecydowanej zmiany jakościowej w finansowaniu opieki zdrowotnej, bez podnoszenia płacy rezydentom, bez ułatwiania im uzyskiwania miejsc specjalizacyjnych oni i tak będą opuszczać Polskę. Groźba konieczności spłaty zaciągniętego kredytu prawdopodobnie będzie wkalkulowana w propozycje pracy otrzymywane od pracodawców z zachodniej Europy. Mimo wszystko jesteśmy skłonni te pomysły popierać.
Jednak w projekcie ustawy pojawił się też inny pomysł - pomysł poszerzenia liczby uczelni mogących kształcić na kierunku lekarskim i lekarsko-dentystycznym o uczelnie zawodowe. Ustawa ma dopuścić uczelnie zawodowe do kształcenia na kierunkach przypisanych dotychczas studiom o profilu ogólnoakademickim. Kształcić lekarzy mogłyby uczelnie zawodowe, które prowadzą już studia na co najmniej jednym kierunku przygotowującym do wykonywania zawodu medycznego, czyli np. zawodu pielęgniarki, położnej, fizjoterapeuty itd. Kształcenie lekarzy wymaga, jak wiemy, wielokierunkowej kadry akademickiej, zarówno wielobranżowych teoretyków, jak i klinicystów. Wymaga wielu pracowni, zakładów badawczych, laboratoriów, różnorakiego sprzętu, ale przede wszystkim - solidnego zaplecza klinicznego. Tego uczelnie zawodowe nie zapewnią. Ustawa doprowadzi do stworzenia produktu lekarzopodobnego.
W 2016 r. ówczesny wiceminister zdrowia, zresztą z PiS-u, Jarosław Pinkas, odpowiadając w Sejmie na pytania posłów, też z PiS-u, o działania resortu w sprawie zwiększenia liczby specjalistów, stwierdził: Odchodzimy od felczeryzacji medycyny. Obecny pomysł niestety idzie właśnie w tym kierunku. Otwierajmy nowe uczelnie medyczne, pomagajmy już istniejącym się rozbudowywać - mówił o tym pan minister - zwiększajmy nabór na studia, zachęcajmy do studiowania medycyny i do pozostawania po ukończeniu studiów w Polsce, wspierajmy studia niestacjonarne, ale nie próbujmy (Dzwonek) iść na skróty. Dziękuję bardzo. (Oklaski)
Przebieg posiedzenia