9. kadencja, 40. posiedzenie, 1. dzień (28-10-2021)
4. punkt porządku dziennego:
Sprawozdanie Komisji Infrastruktury o rządowym projekcie ustawy o zmianie ustawy - Prawo o ruchu drogowym oraz niektórych innych ustaw (druki nr 1504 i 1680).
Poseł Dobromir Sośnierz:
Mimo kolejnych przeróbek ten projekt to nadal tylko tani populizm. Penalny spadek liczby wypadków i ofiar wypadków to wynik przemiany cywilizacyjnej. Jak każda taka przemiana, przychodzi ona powoli i wymaga nakładów przede wszystkim na poprawę dróg. Nie tylko na załatanie dziur, ale też na poszerzenie dróg, ich doświetlenie, na wycięcie drzew. Ważne jest także to, żeby było nas stać na lepsze samochody. To jednak kosztuje, wymaga pracy, czasu. Natomiast nakładanie mandatów nic was nie kosztuje, ba, jeszcze będą z tego hajsy.
Politycy jak zawsze wymagają tylko od obywateli, a nie od siebie. Gdybyśmy mieli już takie same samochody jak Niemcy, a nadal mieli więcej zabitych niż w Niemczech, to wtedy moglibyśmy w ogóle rozmawiać o winie kierowców. Ale wy zaczynacie od najwygodniejszego końca, od stygmatyzowania kierowców, od budowania czarnej legendy wokół naszych kierowców, zresztą całkowicie nieuzasadnionej. Po prostu nie umiecie czytać statystyk.
Populizm penalny polega na demagogicznym zrzuceniu winy na użytkowników dróg, na rozpowszechnianiu fałszywego przekonania, że to niesforni polscy kierowcy jeżdżą gorzej, mniej ostrożnie niż Niemcy. Po raz kolejny wylewają się z was wszystkich kompleksy. Kary za wykroczenia drogowe mają w rzeczywistości niewielki, zupełnie pomijalny, wpływ na liczbę wypadków i liczbę ofiar. Ludzie nie chcą powodować wypadków, wyobraźcie sobie, i nie chcieliby tego robić nawet wtedy, gdyby w ogóle nie było żadnych mandatów. A przepisy drogowe trzeba w Polsce łamać, bo funkcjonujemy w stanie patologicznego przeregulowania, absurdalnych znaków i ograniczeń, których nikt nie przestrzega i nie będzie przestrzegał. Nikt nie jeździ pięćdziesiątką po mieście i nikt nie będzie tak jeździł, nie mówiąc już o jakichś szalonych strefach tempo 30 czy innych kretynizmach. Po prostu raz na jakiś czas jakiś nieszczęśnik musi zapłacić podatek od pecha za to, że jeździ tak jak wszyscy, tylko akurat trafił na zbójów z suszarką, którzy wymuszają od niego haracz. Pokazywałem na posiedzeniu komisji zdjęcia z autentyki: ul. Adama w Katowicach, prosta droga przez las - 20 km/h. W takim stanie faktycznym będą teraz groziły kierowcom kary sięgające 30 tys. zł.
Przywoływałem już ten argument poprzednio, ale wiadomo, posłowie to nie dzieci, wystarczy siedem razy powtórzyć i może zaczną coś łapać, więc powtarzam: za nieostrożną jazdę grozi kara śmierci wymierzana siłami natury na miejscu. Gdyby surowość kary decydowała o wypadkach, to w ogóle by ich nie było, bo już nie ma wyższej kary niż kara śmierci. Podam przykłady: w Irlandii za przekroczenie prędkości o 30 km/h kara wynosi 80 euro, w Holandii za przekroczenie o więcej niż 20 km/h - 207 euro. I co? W Irlandii wskaźnik ciężkości wypadków i liczba wypadków ofiar zmniejszają się, w Holandii rosną.
Różne kraje stosują różne proporcje między karami za te same przewinienia i nie widać istotnej statystycznie korelacji między strukturą tych kar a proporcjami pomiędzy poszczególnymi rodzajami wykroczeń. Gdybyście mieli rację, że to surowość kary jest istotna (Dzwonek), to przecież w krajach, w których kary za przekroczenie prędkości są proporcjonalnie wyższe niż kary za np. naruszenie pierwszeństwa, też byłaby wyraźnie inna proporcja między wymuszeniami pierwszeństwa a przekroczeniami prędkości, ale takiego związku nie da się wykazać. A więc to inne czynniki są decydujące, ale wy, jak zawsze, nie chcecie tego zrozumieć.
Dokończę w punkcie pytań. Składam w imieniu Konfederacji poprawki. (Oklaski)
Przebieg posiedzenia