9. kadencja, 43. posiedzenie, 1. dzień (30-11-2021)
Oświadczenia.
Poseł Władysław Kurowski:
Pani Marszałek! Wysoki Sejmie! Dziś, dbając o pamięć historyczną, chciałbym przedstawić ważne, choć tragiczne wydarzenie z powiatu myślenickiego, z gminy Tokarnia z 29 listopada 1944 r. i 4 grudnia tegoż samego roku. Wzmożone działania zbrojne wymierzone przeciwko oddziałom partyzanckim na terenie powiatu myślenickiego realizowane były przez okupanta niemieckiego od lata 1944 r. Było to spowodowane przede wszystkim działaniami operacyjnymi oddziałów partyzanckich. W odpowiedzi na te działania oraz w trosce o zabezpieczenie własnego zaplecza przed zbliżającym się frontem wschodnim Niemcy podjęli radykalne i krwawe działania polegające na likwidacji zgrupowań partyzanckich.
Plan pacyfikacji Zawadki zakładał jednoczesne uderzenie o świcie 29 listopada 1944 r. od strony Trzebuni, Stróży, Pcimia, Krzczonowa, Tokarni i Więcierzy. Niemcy nie zdawali sobie jednak w ogóle sprawy z pojawienia się na tym terenie już 23 listopada oddziałów "Żelbetu" Armii Krajowej. Walka w masywie górskim Kotonia 29 listopada 1944 r. trwała od świtu do zmroku. Oddziały hitlerowskie liczyły ponad 3 tys. doskonale uzbrojonych ludzi: broń maszynowa, granatniki, moździerze, zwiad lotniczy. Przeciwko nim do walki stanęło niespełna 300 partyzantów słabo uzbrojonych.
Pomimo przewagi liczebnej, ogniowej oraz zaskoczenia nie udało się Niemcom osiągnąć zakładanych rezultatów, bowiem bohaterska postawa oddziału "Bicza" - "Żelbet II" zaalarmowała i dała czas na przygotowanie obrony pozostałym oddziałom partyzanckim. Ponadto hitlerowcy ufni w swoją przewagę nacierali bezładnie i chaotycznie. W pewnym momencie rozpoczęli nawet w gęstej mgle zaciętą walkę między sobą, co zwiększyło ich straty. Według strony niemieckiej poległo dziewięciu policjantów, w tym dwóch podoficerów, i siedmiu odniosło rany.
Natomiast Polacy na podstawie informacji wywiadu oraz sprawozdań oddziałów terenowych Armii Krajowej ocenili straty na kilkakrotnie większe - kilkudziesięciu zabitych i rannych. Niestety na roli Tajsowej przed południem 29 listopada 1944 r. ginęli również cywilni mieszkańcy Zawadki. Zginęło trzech mężczyzn bezpośrednio od strzału w tył głowy. Byli to Józef Bednarczyk, Józef Bednarczyk syn, Karol Tajs. Natomiast Aniela Mizera i Andrzej Tajs zginęli od zabłąkanych kul i następnie spalili się w ich płonących domostwach. Andrzej Kowalik z roli Jaworzyny został ciężko pobity i w efekcie poniesionych obrażeń zmarł.
W tym miejscu należy również wspomnieć anonimowego mieszkańca Krzczonowa, który został skatowany do nieprzytomności za to, że prowadził Niemca w stronę Zawadki zbyt opieszale i nie najkrótszą drogą. Jan Rapacz zabrany w dniu 4 grudnia przez Niemców z Zawadki zaginął bez wieści, prawdopodobnie został zamordowany w niewyjaśnionych okolicznościach. Żołnierze "Żelbetu" polegli w walce oraz Andrzej Kowalik z Jaworzyny zostali następnego dnia przetransportowani na cmentarz parafialny w Trzebuni i tam pochowani. Ciała żołnierzy po wojnie zostały ekshumowane i przewiezione na cmentarz Rakowicki w Krakowie. Pozostałe ofiary pacyfikacji Zawadki w nocy 29 listopada zostały pochowane we wspólnej mogile na cmentarzu w Krzczonowie z inicjatywy dowódcy partyzanckiego oddziału dywersyjnego Franciszka Pytlika, który przygotował transport ciał pomordowanych i trumny do pochówku. Niestety już po kilku dniach, bo już 4 grudnia 1944 r., na kilka godzin przed świtem z Myślenic i Krakowa wyruszyła karna ekspedycja udająca się w rejon masywu Kotonia z zamiarem ukarania mieszkańców, którzy pomagali partyzantom, oraz zlikwidowania potencjalnej bazy partyzanckiej. Penetrowano również teren w poszukiwaniu zaginionych Niemców.
Okupant hitlerowski, stosując bezwzględną zasadę zbiorowej odpowiedzialności, mścił się na bezbronnej ludności cywilnej, która zapłaciła ogromną cenę za to, że Zawadka stała się bazą partyzancką. Spalone zostały wszystkie zabudowania. Niemcy swoich barbarzyńskich działań nie ograniczali tylko do Zawadki, spalili również domy w sąsiednich wsiach. W Zawadce zostały tylko przydrożne kamienne kapliczki i krzyże oraz drewniana kuźnia. W Tokarni spalono ponad 20 zabudowań. W Krzczonowie spalono trzy gospodarstwa. W Pcimiu okupant spalił kilkanaście gospodarstw na różnych rolach.
Boże Narodzenie 1944 r. (Dzwonek) w Zawadce było najsmutniejsze w całej kilkusetletniej historii wsi. Wszyscy mieszkańcy ocaleni z pożogi, bez jakichkolwiek środków do życia, na czas mroźnej i śnieżnej zimy schronili się u swoich krewnych i znajomych w okolicznych wsiach...
Wicemarszałek Małgorzata Kidawa-Błońska:
Dziękuję bardzo.
Poseł Władysław Kurowski:
...aby z nastaniem wiosny wrócić na zgliszcza domostw.
Po wojnie w 1964 r. z inicjatywy żołnierzy Armii Krajowej i przy współpracy władzy gminnej na roli Tajsowej w Zawadce wybudowano kamienny obelisk, a na nim wmurowano dwie tablice upamiętniające zbrojny czyn polskiego podziemia oraz tragiczną śmierć mieszkańców.
Wicemarszałek Małgorzata Kidawa-Błońska:
Dziękuję bardzo, panie pośle.
Poseł Władysław Kurowski:
Co roku we wrześniu w tym miejscu sprawowana jest msza święta i odbywają się uroczystości upamiętniające walki w masywie górskim Kotonia i tragiczną pacyfikację Zawadki. Cześć pamięci jej mieszkańców. Dziękuję bardzo. (Oklaski)
Przebieg posiedzenia