9. kadencja, 43. posiedzenie, 2. dzień (01-12-2021)

11. punkt porządku dziennego:

Sprawozdanie Komisji Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki o rządowym projekcie ustawy o zmianie ustawy o zwalczaniu dopingu w sporcie (druki nr 1788 i 1799).

Poseł Dobromir Sośnierz:

    Kolejna całkowicie niepotrzebna regulacja. Sport to jest po prostu dziedzina rozrywki oparta na umownych zasadach, ustalanych przez rozmaite stowarzyszenia sportowe, tzw. polskie związki czegoś tam czy międzynarodowe związki czegoś tam, i te stowarzyszenia ustalają sobie i powinny ustalać dowolne reguły, które w tym sporcie obowiązują, i nie ma żadnego powodu, żeby państwo się w to mieszało, żeby państwo egzekwowało te reguły, żeby państwo je w jakikolwiek sposób doprecyzowywało, żeby państwo angażowało pieniądze podatnika w ich egzekwowanie. Tak jak nie ma żadnego powodu, żeby państwo zakazywało zaglądania w karty podczas gry w Makao. Najwyżej jeśli inni uznają, że zaglądanie w karty jest niedozwolone, to nie będą z kimś takim grali i go wykluczą ze swojego środowiska. I tak samo tutaj, jeśli ktoś będzie oszukiwał, będzie po prostu wykluczony. Jest po prostu wykluczany i nie ma żadnego powodu, żeby państwo w taką sprawę jakkolwiek ingerowało.

    Niestety pojawia się tutaj taki sposób rozumowania - też już przedstawiony przez moich przedmówców - że jak na to płacimy, to wymagamy. To niestety jest taka pułapka. Jak państwo zaczyna finansować sport, to też czuje się potem uprawnione do wtrącania się w wewnętrzne sprawy tego sportu. O tym, że to jest całkowicie niepotrzebne, przekonuje nas chociażby przykład Stanów Zjednoczonych. Tam sport nie jest finansowany i powiem, że radzą sobie nawet trochę lepiej niż my.

    (Poseł Bogusław Wontor: Jest finansowany.)

    Wydaje mi się... NBA to jest po prostu firma giełdowa. Wszyscy rozumieją, że to jest po prostu przemysł rozrywkowy, i nie domagają się finansowania tego. Nie ma żadnego powodu, żebyśmy...

    (Poseł Bogusław Wontor: Wszędzie jest finansowana, w Stanach też.)

    Nieprawda, nieprawda. Te polskie związki to są paśniki dla związkowców głównie. Często to są dyscypliny, których nikt nie ogląda, których tak naprawdę nikt nie śledzi. Jakieś tam polskie związki gimnastyczne, w których startuje po parę osób na całych mistrzostwach i na to idą miliony złotych. Taka centrala takiego związku gimnastycznego to tam kilkadziesiąt milionów plus wojewódzkie oddziały, które dostają kolejne pieniądze. I to wszystko oczywiście na koszt podatnika, który może wcale niekoniecznie życzy sobie takiej rozrywki, bo to jest tylko i wyłącznie rozrywka, która powinna być utrzymywana za pieniądze ludzi zainteresowanych.

    Moje pytanie na koniec: Ile razy już reorganizowano nadzór resortowy nad sportem? Prosiłbym o odpowiedź na piśmie ze szczegółowym wyliczeniem, ile razy kontrola nad sportem przechodziła z kolejnych resortów do innych, ile razy zmieniała się nazwa, zakres tego ministerstwa, zakres tej kontroli - od roku 1989 do dzisiaj - i dlaczego. Dziękuję. (Oklaski)


Przebieg posiedzenia