9. kadencja, 43. posiedzenie, 5. dzień (09-12-2021)
Oświadczenia.
Poseł Beata Strzałka:
Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Za niespełna 3 dni będziemy obchodzili 40. rocznicę ogłoszenia stanu wojennego i pacyfikacji kopalni Wujek.
Stan wojenny to określenie, które od 13 grudnia 1981 r. w każdą rocznicę wraca na usta Polaków. To właśnie tego dnia o godz. 6 rano Polskie Radio nadając przemówienie gen. Jaruzelskiego, poinformowało społeczeństwo o wprowadzeniu stanu wojennego. Od tego momentu zmienił się los wielu polskich rodzin.
Odpowiedzią na ogłoszenie stanu wojennego były protesty kilku tysięcy górników. Komisje zakładowe ˝Solidarności˝ przekształciły się w komitety strajkowe. Do strajku przystąpiły kopalnie Piast, Ziemowit, Jastrzębie, Moszczenica, Manifest Lipcowy, Borynia i Pniówek. Wśród protestujących byli również górnicy z kopalni Wujek w Katowicach.
To tam 16 grudnia doszło do największej zbrodni stanu wojennego. Dramat rozegrał się ok. godz. 12.30, gdy do walki ze strajkującymi górnikami skierowano oddział specjalny ZOMO. Funkcjonariusze uzbrojeni w pistolety maszynowe otworzyli ogień. 9 ofiar śmiertelnych i 24 ranne to bilans pacyfikacji kopalni dokonanej przez wojsko i milicję na rozkaz władz PRL-u. Najstarsza ofiara miała 48 lat, najmłodsza zaledwie 19.
Wśród poległych znajdował się również Józef Krzysztof Giza. W momencie rozpoczęcia strajków Józef miał tylko 24 lata. Urodził się w 1957 r. w Tarnogrodzie na terenie powiatu biłgorajskiego. Ukończył zasadniczą szkołę zawodową, zdobywając zawód piekarza. W 1977 r. chciał być bliżej rodzeństwa, które wyruszyło na Śląsk w poszukiwaniu lepszego życia, i przeprowadził się do Katowic. Był bezpartyjnym członkiem NSZZ ˝Solidarność˝. Pełen ideałów i marzeń o lepszej Polsce stanął z górniczą bracią do nierównej walki, gdzie ceną stało się jego życie. Został postrzelony z broni maszynowej.
Jego pogrzeb, tak jak i pogrzeby pozostałych zabitych górników, nie był pogrzebem bohatera. Kolega Józefa, mieszkaniec Tarnogrodu, Stanisław Dołomisiewicz wspomina to tak: ˝Po paru dniach ciało Krzyśka przywieziono nie do rodzinnego domu, ale do kościoła. Mówiąc najprościej, ukryto trumnę z ciałem w bocznej nawie. Razem z kolegą poszliśmy na plebanię do księdza z prośbą o wystawienie trumny przed ołtarzem. Niestety. Klucze do pomieszczenia, gdzie ukryto ciało, były w posiadaniu osób, które obawiały się zamieszek w związku z zaistniałą sytuacją. Cóż mogliśmy zrobić? W przeddzień pogrzebu uszyliśmy biało-czerwony sztandar. Chcieliśmy nim nakryć trumnę. Oczywiście był wieniec od kolegów z biało-czerwoną szarfą. Pod presją osób starszych, bo my wtedy mieliśmy tylko po 20 lat, w obawie przed aresztowaniem zrezygnowaliśmy ze sztandaru. Nałożyliśmy w trakcie nabożeństwa żałobnego wieniec z biało-czerwoną szarfą na wierzch trumny. Nie było to proste, bo pomiędzy żałobnikami w kościele byli obecni współpracownicy służb, a wbić pinezkę w lakierowaną trumnę, by przytwierdzić biało-czerwoną szarfę, nie było prosto, ale udało się. Zgodnie z planem przy wynoszeniu trumny z kościoła wieniec odpadł, a na trumnie została tylko biało-czerwona szarfa. Mimo bardzo złej pogody - było bardzo zimno, panował już mrok, a trasa konduktu spowita była lodem - postanowiliśmy, że na własnych ramionach przeniesiemy trumnę na miejscowy cmentarz. Kondukt żałobny miał charakter patriotyczny. Mijając budynek posterunku milicji, organista zaintonował pieśń 'Boże, coś Polskę'. Muszę przyznać, że pierwszy raz w życiu słyszałem tę pieśń śpiewaną z taką szczerością i patriotyzmem˝.
Pani Marszałek! Szanowni Państwo! Od tych wydarzeń mija 40 lat. Dla jednych to już tylko historia, dla uczestników, świadków tych wydarzeń i ich rodzin, rodzin zabitych to trauma i żałoba, która towarzyszy im do dziś. (Oklaski)
Przebieg posiedzenia