9. kadencja, 45. posiedzenie, 1. dzień (17-12-2021)

Oświadczenia.

Poseł Grzegorz Lorek:

    Szanowna Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Niezłomny żołnierz Kościoła - tak czasami mówi ci, którzy znali abp. Antoniego Baraniaka.

    1 stycznia będziemy obchodzić kolejną rocznicę jego urodzin. Przyszedł na świat 1 stycznia 1904 r. w Sebastianowie. Przez lata cierpliwie piął się w hierarchii kościelnej dzięki swojej pracowitości, stając się we wrześniu 1933 r. sekretarzem Augusta Hlonda. W kwietniu 1951 r. został biskupem pomocniczym archidiecezji gnieźnieńskiej, a w latach 1957-1977 piastował godność metropolity poznańskiego. Zwykły, moglibyśmy powiedzieć, skromny człowiek, ale o wielkim życiorysie. Wybrał sutannę jako codzienny strój. Po prostu duchowny, salezjanin, zawsze dla ludzi.

    Nocą 25 września 1953 r. został, jak to ironicznie nazywano, internowany przez śledczych z Urzędu Bezpieczeństwa i osadzony w Warszawie na ul. Rakowieckiej. Był już wtedy bp Antoni Baraniak dyrektorem sekretariatu prymasa kard. Stanisława Wyszyńskiego i to właśnie tego wielkiego Polaka miały obciążyć jego zeznania. Próbowano zmusić go do nich przez bicie, głodzenie i tortury.

    Perfidny plan zakładał postawienie przed sądem prymasa kard. Wyszyńskiego. Proces miał być pokazowy. Miały służyć do tego zeznania współpracowników prymasa. Ówczesne władze chciały ostatecznie złamać Kościół katolicki, ostatnią instytucję, która nie chciała ugiąć się przed nowymi, komunistycznymi panami Polski.

    Badająca kolejne lata życia bp. Baraniaka Jolanta Hajdasz zwraca uwagę, że aresztowanie i torturowanie duchownego tej rangi było absolutnie bezprecedensowe. Komunistom wybitnie zależało na jego zeznaniach, stąd tak okrutne jego traktowanie. Proces, w którym prymas siedziałby na ławie oskarżonych, byłby spektakularnym sukcesem włodarzy nowego, zbrodniczego ustroju.

    Ze znalezionych dokumentów i z zeznań świadków wynika, że bp Baraniak nie złamał się, nie uległ i nikogo nie zdradził. Bardzo niechętnie mówił o tych 27 miesiącach poniżenia i aresztu. Osoby pielęgnujące go w ostatnich tygodniach życia potwierdzają jego rozległe blizny na plecach, które duchowny nazywał pamiątkami. Niechętnie też biskup mówił o szykanach i torturach, na jakie był narażony na Rakowieckiej. Niekiedy na spotkaniach w wąskim gronie pozwalał sobie na ponure wspomnienia. Opowiadał wtedy o biciu, o zamykaniu w karcerze pełnym wody, o wrzucaniu do celi, w której z sufitu padały na niego fekalia, o pozbawianiu snu i wielu innych torturach, na których wymyślenie mógł się zdobyć tylko jakiś wynaturzony umysł.

    Pomimo tego biskup wytrzymał. Ks. Grześkowiak tak powiedział o biskupie: ˝(...) był tak wykończony, był tak wymęczony, że mówił do siebie tylko jedno: 'Baraniak, ty się nie możesz ześwinić'. I nie podpisał. Jest to przejmujące świadectwo, dlatego że w przypadku biskupa można by było sądzić, że biskup będzie miał jakieś argumenty nadprzyrodzone, wiary, przywiązania do Kościoła, a tu chodziło o jakąś podstawową wewnętrzną uczciwość. 'Ty się nie możesz ześwinić, ty nie możesz ulec'. I nie uległ˝.

    Nie uległ dla Prymasa Tysiąclecia i nie uległ dla Polski. Dziękuję. (Oklaski)


Przebieg posiedzenia