9. kadencja, 46. posiedzenie, 1. dzień (12-01-2022)

Oświadczenia.

Poseł Anna Dąbrowska-Banaszek:

    Pani Marszałek! Wysoki Sejmie! 82 lata temu w Chełmie zamordowano pacjentów szpitala psychiatrycznego. Jak to się stało? W 1912 r. na obrzeżach Chełma znajdował się solidny gmach wybudowany przez władze zaboru rosyjskiego jako siedziba nowo tworzonej guberni chełmskiej. W 1932 r. ulokowano w nim szpital dla nerwowo chorych. W 1938 r. liczył on 410 łóżek, służył chorym z województw lubelskiego i wołyńskiego.

    Do tego szpitala 6 stycznia 1940 r. przyjechała z Lublina komisja składająca się z dwóch osób. Oglądały one wszystkie sale chorych, także oddział dziecięcy. Już 12 stycznia 1940 r., czyli dokładnie 82 lata temu, po południu przybył z Lublina oddział żołnierzy SS w dwóch samochodach. Tego dnia w szpitalu było 440 pacjentów. Sprawy potoczyły się niemal błyskawicznie. Żołnierze uzbrojeni w karabiny maszynowe natychmiast otoczyli oba budynki szpitalne. Oficer nakazał bezzwłoczne zebranie się personelu lekarskiego, pielęgniarskiego i administracyjnego przed budynkiem głównym i opuszczenie szpitala w ciągu 10 minut. Pozwolono im zabrać zimowe okrycia. Teren szpitala opuścili więc lekarze, pielęgniarze i siostry zakonne. Nakazano im szybko biec i nie oglądać się za siebie.

    Rozkazano pozostać 10 pielęgniarzom. Dostali oni zadanie wyprowadzania po 10 pacjentów na zewnątrz i przekazywania żołnierzom, którzy czekali z bronią maszynową. Przerażonych chorych wypychano za próg budynku, gdzie zaraz dosięgały ich kule. Padali na coraz większy stos trupów. Opornych Niemcy ganiali po salach budynku, złapanych wyrzucali przez okna z pierwszego i drugiego piętra. Następnie zabrano się za kolejny budynek. Niektórych wywlekano z łóżek w koszulach, boso, czasem nago. Pierwszymi ofiarami byli dwaj księża, będący akurat po obiedzie na spacerze przed budynkiem, ksiądz grekokatolicki Pawłowski z Wilna, były pracownik naukowy znający kilka języków, i ksiądz Jan Makulec pochodzący z Garwolina.

    Gdy zabito już prawie 400 pacjentów i krew zmieniła biel śniegu w kolor czerwony, na końcu wyprowadzono dzieci. Ich wyłapanie było najtrudniejsze. Część z nich rozpierzchła się po całym budynku, schowała się pod łóżka i do szaf. Widziały, co się działo na dole przez kilka godzin. Jedne z nich zostały wyciągnięte z szafy i wyrzucone przez okno. Niektóre zostały zabrane wprost z łóżek i zaniesione za bieliznę na śmierć. Wymachiwały przy tym rączkami i nóżkami. Widok był wstrząsający. Było ciemno. Esesmani, wyprowadziwszy małych pacjentów, puścili ich nieco naprzód i strzelali z automatu. Dzieci podczas wyprowadzania z budynku krzyczały i płakały. Ich głosy mieszały się z hukiem wystrzałów.

    Zamordowano 109 kobiet, 18 dzieci i 304 mężczyzn. Z masakry uratowało się dziewięć osób. Ciała zamordowanych przeleżały całą noc, niektóre przymarzły do ziemi obok wielkiej kałuży zakrzepłej szkarłatnej krwi. Wkładano po pięć, sześć ciał na furmanki i wywieziono do masowego grobu. Wykorzystano do tego dół po bombie zrzuconej w 1939 r. przy polnej drodze po wyrobisku piasku cegielni w Horodyszczu.

    W ciągu kilku dni budynki szpitala przygotowano pod koszary SS. Już 3 tygodnie później zamieszkali w nich ci, którzy zabili pacjentów. Niemcy zniszczyli całkowicie dokumentację szpitala. W budynkach ulokowano gestapo, koszary SS, a potem, w 1941 r., szpital wojskowy. Gdy w szpitalu usadowili się już Niemcy, zdarzało się, że rodziny przywoziły swoich chorych, nic nie wiedząc o tragedii szpitala. Niemcy przebierali się w fartuchy, udawali lekarzy i sanitariuszy. Gdy rodziny były ledwie za bramą, chorych rozstrzeliwano na śmietniku.

    Po wojnie udało się odtworzyć nazwiska tylko 22 zamordowanych dorosłych i 17 dzieci. Zbiorowa mogiła ofiar zachowała się do dzisiaj. Oddalona jest o 150 m od miejsca kaźni, upamiętniona krzyżem i tablicą. Nikt nigdy nie został pociągnięty do odpowiedzialności. Dzisiaj mija 82. rocznica tych wydarzeń. Oby nigdy nie wydarzyła się podobna tragedia. Dziękuję. (Oklaski)


Przebieg posiedzenia