9. kadencja, 48. posiedzenie, 1. dzień (08-02-2022)
6. punkt porządku dziennego:
Sprawozdanie Komisji do Spraw Energii, Klimatu i Aktywów Państwowych o pilnym rządowym projekcie ustawy o zmianie ustawy o systemie rekompensat dla sektorów i podsektorów energochłonnych (druki nr 1990 i 1997).
Poseł Maciej Konieczny:
Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Przyznam, że ten tryb procedowania naprawdę jest wymagający, bo ta duża ustawa, o dużym poziomie skomplikowania pojawiła się wczoraj. Dzisiaj odbyło się posiedzenie komisji. Siłą rzeczy trudno było bardzo precyzyjnie rozmawiać o tym projekcie, a teraz już jesteśmy na sali plenarnej. Ale takie są warunki.
Procedowanie nad projektem ustawy o zmianie ustawy o systemie rekompensat dla sektorów i podsektorów energochłonnych ma na celu wdrożenie nowych wytycznych unijnych. W skrócie chodzi o przeznaczanie 25% wpływów pochodzących z handlu uprawnieniami do emisji w ramach systemu ETS na wsparcie tych sektorów przemysłu, które podwyżki cen energii dotykają najbardziej. Rekompensaty mają na celu utrzymanie konkurencyjności europejskiej produkcji przy jednoczesnym realizowaniu ambitnych celów klimatycznych. Chodzi o to, żeby ta produkcja nie uciekła poza granice Unii Europejskiej. Procedowana ustawa wdraża nowe wytyczne Komisji i radykalnie zwiększa skalę środków przeznaczonych na te rekompensaty. To wynika wprost z rosnących cen uprawnień. Mówimy o kwocie niebagatelnej, bo w ciągu 10 lat będzie to prawie 50 mld.
Założenia są jak najbardziej słuszne, chociaż nie mam wątpliwości, że nie zabraknie podczas tej debaty głosów odsądzających od czci i wiary Unię Europejską, europejską biurokrację i obciążających Unię winą za wszystkie grzechy świata ze szczególnym uwzględnieniem rosnących cen i spadającego poparcia PiS.
Ale może tym bardziej warto wykorzystać okazję, aby powiedzieć parę słów o tym, po co nam w ogóle te mechanizmy i te ambitne cele klimatyczne. Punkt wyjścia jest jasny. Mamy kryzys klimatyczny, grozi nam globalna katastrofa. Przyczyną jest emisja gazów cieplarnianych. Jeżeli chcemy uniknąć najgorszego i przekazać kolejnym pokoleniom planetę zdatną do życia, to nasza gospodarka musi się radykalnie zmienić. Zdaję sobie sprawę z tego, że na tym etapie zgubiłem już część sali, która uparcie odmawia zaakceptowania wiedzy naukowej. Ale cóż, spróbujmy zgubić kogoś jeszcze, bo musimy być świadomi. Wiemy, że wolny rynek w tej sytuacji nas nie uratuje. To globalny kapitalizm, prymat zysku ponad wszystko doprowadziły nas na skraje katastrofy. To jest jasne, że kierujący się krótko- i średnioterminowym zyskiem menedżerowie nie podejmą decyzji, która dziś pogorszy ich wyniki finansowe, a w bliżej nieokreślonej przyszłości przyczyni się do zmniejszenia emisji i dobrostanu planety. Nie podejmą takiej decyzji z oczywistych względów: bo natychmiast zostaliby zwolnieni. Taki mamy system. Zyski natychmiast lądują na kontach nielicznych, a przyszłe i obecne koszty cedowane są na nas wszystkich, a w największym stopniu, co wydaje się wyjątkowo niesprawiedliwe, na tych, którzy dopiero wkraczają w dorosłe życie albo dopiero wkroczą w nie w przyszłości.
Dlatego potrzebujemy regulacji. Potrzebne są mechanizmy, które skłonią przedsiębiorstwa do zmiany i przekierują naszą cywilizację na zielone tory. Te mechanizmy oczywiście mogą być mądrzejsze albo głupsze, ale są nam absolutnie niezbędne. Jako że nie są to rzeczy, które da się załatwić na poziomie jednego kraju, to w naszym wypadku mówimy głównie o regulacjach europejskich. Unia Europejska zdecydowała się na system handlu uprawnieniami do emisji, po to żeby opłacało się raczej mniej emitować dwutlenku węgla niż więcej. Sam nie jestem wielkim fanem tego rozwiązania. Rynkowy, a nawet spekulacyjny charakter ETS-u naraża przedsiębiorstwa nie tylko na dotkliwe, ale i nieprzewidywalne koszty. Zapewne można sobie wyobrazić bardziej funkcjonalny i bardziej przewidywalny system opodatkowania emisji. Z pewnością trzeba skończyć ze spekulacyjnym charakterem ETS-u, ale też nie można wylewać dziecka z kąpielą, nie można zapominać, że to wszystko jest po coś.
Jedno jest pewne: ambitne cele klimatyczne wiążą się z kosztami i obawa o konkurencyjność europejskiej gospodarki jest w tym kontekście jak najbardziej uzasadniona. Dlatego ta ustawa jest potrzebna i dlatego te rekompensaty mają sens. Dlatego także inne mechanizmy, jak np. cło węglowe na wejściu do Unii Europejskiej, tak żeby wyrównać te szanse, są dobrym rozwiązaniem.
Warto również zwrócić uwagę, że wśród wymogów stawianych przedsiębiorstwom ubiegającym się o rekompensaty są te dotyczące standardów energooszczędności. To jest kolejny impuls rozwojowy, który musi się zwrócić w przyszłości, bo kryzys klimatyczny jest faktem, a nowa zielona rewolucja przemysłowa jest koniecznością. Te gospodarki, które dzisiaj świadomie podejmują wysiłek zmiany, poradzą sobie w przyszłości. Zresztą dzisiaj już płacimy cenę za to, że naszego systemu energetycznego nie zmienialiśmy przez ostatnie 10-20 lat. I to będzie tak trwało. Jeżeli dzisiaj nie będziemy świadomie podejmować wysiłku na rzecz zmiany, to będziemy coraz bardziej w tyle, te koszty będą spadały na nas w coraz większym stopniu.
Bo to nie Unia Europejska, ale nasze zapóźnienia w kwestii transformacji energetycznej są głównym powodem, dla którego dzisiaj Polacy płacą wyższe ceny za prąd. Ale też nie da się ukryć, że startowaliśmy z dużo niższego poziomu i że jako Polska jesteśmy w dużo trudniejszej sytuacji niż nasi zachodnioeuropejscy partnerzy. I oczywiście musimy bić się w Europie o sprawiedliwe traktowanie, co nie oznacza w tym przypadku równego traktowania, bo startujemy z różnych poziomów. Ale nie da się uniknąć wrażenia, że dla obecnie rządzących Unia Europejska (Dzwonek) już nie jest przestrzenią walki o polskie interesy, a jedynie wymówką dla nierobienia niczego.
Ten projekt ustawy jest potrzebny i Lewica oczywiście go poprze. (Oklaski)
Przebieg posiedzenia