9. kadencja, 49. posiedzenie, 1. dzień (23-02-2022)
8. punkt porządku dziennego:
Sprawozdanie Komisji Infrastruktury oraz Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej o rządowym projekcie ustawy o zmianie ustawy o Funduszu rozwoju przewozów autobusowych o charakterze użyteczności publicznej (druki nr 2014 i 2020).
Poseł Dobromir Sośnierz:
Nie kwestionuję tych raczej technicznych zmian w ustawie. Kwestionuję samą ustawę. Kwestionuję sam pomysł dotowania czegoś, co się nie opłaca, kosztem czegoś, co się opłaca. Dotowanie deficytowych przewozów autobusowych to jest po prostu systemowa zachęta do wykorzystywania zasobów w sposób niezgodny z oczekiwaniami klientów. Zysk jest bowiem formą, w jakiej klienci informują przedsiębiorcę, że jego usługa jest im potrzebna. Im bardziej potrzebna, tym więcej można na niej zarobić. Zasoby zawsze są ograniczone: praca, pieniądze, surowce. Zawsze ich ilość jest ograniczona, a więc jeśli pojawią się w jednym miejscu, to nie pojawią się już w innym miejscu. Jeśli więcej autobusów będzie jeździło po wioskach, to mniej będzie jeździło po miastach. Albo jeśli globalnie więcej pieniędzy skierujemy na autobusy, to mniej skierujemy na coś innego. Będzie mniej, nie wiem, butów, masła, prawda, albo jeszcze czegoś innego.
Ustawodawca tutaj zdaje się oczywiście wychodzić z jakiegoś przeciwnego założenia o tym, że zasoby są potencjalnie nieograniczone i tylko należy sztucznie jakoś tam wygenerować impuls do skierowania ich na odcinek, na którym - jak urzędnicy myślą, wiedzą najlepiej - są one akurat potrzebne. To jest oczywiście stary, odgrzewany w kółko sofizmat zbitej szyby, bo zasoby tak naprawdę są ograniczone dzięki poszukiwaniu zysku przez tych, którzy te zasoby posiadają, są one po prostu kierowane tam, gdzie służą najbardziej wydajnie jak największej liczbie ludzi, bo wtedy właśnie generują największy zysk. Tego rodzaju fundusze dopłacające do deficytowych kursów sprowadzają się do tego, że autobusy, zamiast jeździć tam, gdzie najwięcej osób z nich korzysta, będą jeździły puste po lasach i polach. Jest to po prostu systemowa zachęta do błędnej alokacji zasobów.
Środki na dofinansowanie tych deficytowych przedsięwzięć nie spadają z nieba. Są zabierane z miejsc, gdzie dają zyski, i kierowane tam, gdzie przynoszą straty. W ten sposób karzemy tych, którzy najlepiej służą swoim klientom, i zniechęcamy do dochodowej działalności. Po raz kolejny państwo tylko patrzycie na bezpośrednie i łatwo zauważalne skutki, że oto powstaje nowa linia autobusowa, bo to widać. Ale nie widać tego, że pieniądze na tę linię pochodzą z innych miejsc, gdzie z tego powodu będzie ich mniej i nie powstaną jakieś usługi czy dobra, ponieważ ich próg opłacalności jest zaniżony np. przez opodatkowanie albo jeśli, co częściej się nawet ostatnio zdarza, zamiast z podatków będziecie te pieniądze finansować z kreowania pustego pieniądza. One nie powstaną, ponieważ kapitał wypracowywany przez zaradnego przedsiębiorcę jest pożerany w ten sposób przez inflację i w takich warunkach nie opłaca się oszczędzać, inwestować długofalowo, opłaca się przejadać wszystko od razu i wyciągać rękę po dotacje państwowe.
Oczywiście pojawiają się też od razu ludzie, którzy umieją wykorzystać do bólu takie naiwne programy. Dokładają jakieś absurdalne przystanki, tu i ówdzie, do trasy po to, żeby ona się łapała na jakieś kryterium albo żeby wyeliminować konkurencję, np. w powiecie sokołowskim zgłaszano mi takie sytuacje, że dokłada się do jakiejś linii autobusowej przystanki po to, żeby ona się łapała na te dotacje (Dzwonek) i w ten sposób wykańczała uczciwie działającą konkurencję.
Przebieg posiedzenia