9. kadencja, 51. posiedzenie, 2. dzień (24-03-2022)
14. punkt porządku dziennego:
Sprawozdanie Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży o rządowym projekcie ustawy o zmianie ustawy o systemie oświaty oraz niektórych innych ustaw (druki nr 2096 i 2117).
Poseł Janusz Korwin-Mikke:
Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Przede wszystkim nie widzimy konieczności popierania tej ustawy. Na czym ta konieczność miałaby polegać? Po drugie, chciałem zauważyć, że diabeł tkwi w szczegółach. A jak można mówić o szczegółach, skoro dostaje się ustawę na 1,5 dnia przed głosowaniem nad nią i trzeba ją omawiać?
Po trzecie, chciałem zauważyć, jak już mowa o szczegółach, że niekoniecznie jest wybór między egzaminem a brakiem egzaminu. Może być egzamin łatwy, średnio trudny, średnio łatwy itd., to jest stopniowalne. Jeżeli my mówimy, że egzaminu nie będzie, to młodzież będzie ten przedmiot po prostu olewała. Natomiast jeżeli egzamin będzie być może łatwiejszy niż normalnie, to wtedy jednak będzie się trochę uczyła.
Chciałem przy okazji powiedzieć, że różnimy się - w tej lewicy wszelakiej, która siedzi po obu stronach sali - co do tego, po co jest edukacja. Otóż edukacja jest po to, żeby odsiać złych uczniów, żeby możliwie mało ludzi dostało dyplomy, żeby można było odróżnić tych dobrych od tych złych. Nie polega ona na tym, żeby dać każdemu dyplomy. Polska nie ma być krajem ludzi chodzących do szkoły i dostających za to samo dyplomy. Tylko szkoła ma być po to, żeby ludzi kształcić i od siebie oddzielać. Ale oczywiście rodzice mogą mieć różne zdanie na ten temat.
Przypominamy, że Konfederacja jest zwolennikiem bonu oświatowego, czyli zasady, że te pieniądze, które ma w tej chwili w kasie minister, po tym jak to się zlikwiduje, dzielimy na N, czyli na ilość dzieci, wręczamy rodzicom i rodzice po prostu płacą, jakiej szkole chcą, i dzięki temu nie mamy tego problemu. Bo socjalizm, jak wiadomo, jest to ustrój, w którym się bohatersko pokonuje trudności nieznane w żadnym innym ustroju. Nie ma problemu z restauracjami, ponieważ nie istnieje ministerstwo aprowizacji narodowej i dzięki temu nie ma żadnego problemu, właściwie te knajpy dbają o to, żeby jedzenie było dobre, tanie, drogie, jak kto chce. I tak samo powinno być oczywiście ze szkołami. Nie ma najmniejszego powodu, żeby państwo uważało się za właścicieli naszych dzieci.
Miałem przyjemność uczestniczyć w okrągłym stole, który miał zająć się dziećmi. Spotkanie zwołał pan premier, i tam siedziało chyba z 200 osób - pełnych zapału, chcących jak najlepiej, i każda miała genialny pomysł, jak trzeba kształcić dzieci. Każda zresztą inny. Ale żadna z tych osób, poza nami oczywiście, nie była za tym, żeby rodzicom pozwolić o tym decydować. Każda uważała, że to ona, ta osoba, powinna określać, jak powinny się cudze dzieci uczyć. Oczywiście nie godzimy się z takim stanowiskiem. Dzieci należą do rodziców, a nie do państwa, i to nie państwo ma decydować o tym, czego się uczą dzieci, tylko rodzice. Dziękuję za uwagę.
Przebieg posiedzenia