9. kadencja, 54. posiedzenie, 2. dzień (12-05-2022)

16. punkt porządku dziennego:

Sprawozdanie Komisji Kultury i Środków Przekazu oraz Komisji Spraw Zagranicznych o rządowym projekcie ustawy o ratyfikacji Konwencji ramowej Rady Europy o wartości dziedzictwa kulturowego dla społeczeństwa, sporządzonej w Faro dnia 27 października 2005 r. (druki nr 1571 i 2193).

Poseł Dobromir Sośnierz:

    Na wstępie należy zadać sobie jedno wściekle ważne pytanie: Po co podpisujemy kolejną konwencję? Co nam z tego przyjdzie? Czego nam w Polsce przybędzie? Po co składamy jakieś międzynarodowe deklaracje, po co bierzemy na siebie jakieś zobowiązania, choćby i tak mgliste jak tutaj? Co was te długopisy tak wiecznie świerzbią, żeby coś ciągle podpisywać?

    Podpisywać łatwo, a potem jak wychodzą jakieś babole, to nie ma komu wypowiedzieć, nie macie odwagi cywilnej, tak jak ze słynną pseudokonwencją stambulską, wobec której okazaliście się tak samo bezzębni jak poprzednicy. Cała ta konwencja to jest zlepek nic niewnoszących komunałów przefiltrowanych przez wszystkie standardowe filtry poprawności politycznej. Więcej tam jest o demokracji niż o kulturze. W konwencji o kulturze 14 razy jest mowa o demokracji i 11 razy o pokoju. Poczytajmy - jest to śmiertelnie nudne, uprzedzam: Stąd jednym z wątków konwencji jest propagowanie poszanowania dla dziedzictwa kulturowego innych oraz promowanie różnorodności kulturowej w celu podkreślenia roli dziedzictwa kulturowego w budowaniu pokojowego i demokratycznego społeczeństwa. Konwencja stanowi także wyraz przekonania o konieczności włączenia każdego człowieka w proces definiowania dziedzictwa kulturowego i zarządzania tym dziedzictwem, jak też znaczenia działań związanych z upowszechnianiem dziedzictwa kulturowego dla wzrostu wspólnego poczucia tożsamości europejskiej. I co z tego wynika? Niewiele, ale na wszelki wypadek jest pochwała multikulti.

    Konwencja może zwiększyć potencjał dziedzictwa kulturowego w budowaniu społeczeństwa demokratycznego. Nie, nie może, to jest tylko świstek papieru niewprowadzający nawet żadnych konkretnych narzędzi do realizacji tych celów.

    Zawarta w konwencji koncepcja wspólnego dziedzictwa Europy przyczyni się do pogłębienia dialogu, a tym samym do budowy pokojowego i demokratycznego ładu. Naprawdę? Putin przeczyta, rozczuli się i wycofa wojska z Ukrainy? A może się zanudzi na śmierć? To już prędzej. Wspólne dziedzictwo Europy obejmuje także ideały, zasady i wartości, które wspierają rozwój pokojowego i stabilnego społeczeństwa zbudowanego na poszanowaniu praw człowieka, demokracji oraz państwa prawa, niezależnie, czy zostały wypracowane w okresach rozwoju czy też w okresach wojen i konfliktów. Dlatego też należy podkreślać rolę dziedzictwa kulturowego jako źródła pokojowego współistnienia. To jest bełkot.

    Są różne kultury, różne memy wewnątrz tych kultur. Niektóre są pokojowe, a niektóre nie. Dziedzictwo kulturowe to również pewne stereotypy i uprzedzenia. Pieśni wojenne są elementem kultury, a nie są pokojowe z definicji.

    Ratyfikowanie konwencji wyrazi poparcie dla działań wspierających realizację praw związanych z dziedzictwem kulturowym jako praw człowieka. Co to ma znaczyć? Czy znowu się nie okaże, że podpisaliśmy jakąś konwencję, która karze jednym ludziom zapewniać pod przymusem jakieś usługi kulturalne innym ludziom, bo oni mają do tego jakieś rzekome prawo? Dalej znowu zobowiązujemy się oczywiście do promowania różnorodności kulturowej. Czyli co mamy na przykład zrobić? Jak gdzieś jest obszar jednolity kulturowo, to należy go zniszczyć i zastąpić jakimś kulturowym bigosem? Różnorodność kulturowa polega na tym, że w różnych miejscach wykształcają się różne kultury, w których ludzie zupełnie inaczej podchodzą do pewnych spraw, inaczej rozwiązują problemy, mają inne wartości. To wymaga, żeby na danym obszarze wykształciła się w miarę jednolita mentalność. Nie ma innego wzorca powstawania kultur, jak tylko naprzemienna izolacja (Dzwonek) i mieszanie się tych kultur. A Unia Europejska zajmuje się akurat rugowaniem wszelkiej odmienności, np. zwalcza wszelkie kultury patriarchalne, nie tylko w Europie, ale nawet na świecie. To co to jest za różnorodność? Zwłaszcza że według konwencji każdy człowiek indywidualnie lub wspólnie z innymi jest zobowiązany do poszanowania dziedzictwa kulturowego innych ludzi...

    Wicemarszałek Małgorzata Kidawa-Błońska:

    Proszę kończyć, panie pośle.

    Poseł Dobromir Sośnierz:

    Już kończę.

    ...w takim samym stopniu jak własnego.

    Ale jak to? Identyfikowanie się z własną kulturą oznacza, że szanujemy ją i pielęgnujemy bardziej niż inne. To jest wszystko naprawdę jeden wielki bełkot. Nie rozumiem, jaki ważny interes Rzeczpospolita załatwia tą konwencją. Dopóki tego nie zrozumiem, dopóki mi to nie zostanie wytłumaczone, co tu uzyskujemy, będziemy przeciwko. (Oklaski)

    (Poseł Janusz Korwin-Mikke: Posady będą.)


Przebieg posiedzenia