9. kadencja, 6. posiedzenie, 1. dzień (14-02-2020)

Oświadczenia.

Poseł Dariusz Bąk:

    Pani Marszałek! Wysoki Sejmie! Nie ma takiego miesiąca, w którym nie wspominalibyśmy ważnych wydarzeń historycznych, przeważnie dla Polski tragicznych. W styczniu wspominaliśmy bohaterów jednej z najdramatyczniejszych insurekcji narodowych, jaką było powstanie styczniowe, a już na początku lutego trzeba nam stanąć przy warszawskim Pomniku Poległym i Pomordowanym na Wschodzie i przywołać w pamięci tysiące Polaków wywiezionych w głąb Rosji.

    W nocy z 9 na 10 lutego 1940 r. wywieziono ponad 140 tys. naszych rodaków. A podczas czterech takich akcji deportacyjnych zabrano z domów ok. 1 mln osób. W dużej części były to kobiety i dzieci. Wszyscy odbyli swoją dramatyczną podróż w nieznane, a ich domy splądrowane, ograbione zamarły, bo ludzi już tam nie było. Jechali na nieludzką ziemię, cierpiąc głód, chłód i inne udręki. Nie wolno im było śpiewać pieśni ani modlić się, bo, cytuję: Boga nie ma - wrzeszczał rozwścieczony komendant. Waszym jedynym opiekunem jest Józef Stalin.

    Polakom zbyt wielu rzeczy zakazywano i nadal nie wolno nam zbyt wiele. Uczciwe sądy to brak praworządności, kwitnąca puszcza to łamanie prawa, żądanie prawdy historycznej to za wiele. Te gorzkie słowa powtarza wielu z nas. Nasi wyborcy nadziwić się nie mogą, że w sercu Europy jesteśmy narodem wygnańców. Przepędza się nas z naszych kart historii i w majestacie prawa obwieszcza się światu, że teraz obowiązuje nowy, a może raczej nowoczesny sposób myślenia. Im dalej od prawdy, tym lepiej.

    Gdy 10 lutego 1940 r. na kresach wstał nowy dzień, w wielu wsiach słychać było tylko szmer wiatru, wycie psów i krakanie kruków. Trochę później, 10 kwietnia 2010 r., w Smoleńsku też wstał nowy dzień, gdy nagle polski samolot, rozpadając się, runął na ziemię. I rozległ się płacz i smutek, i drwina, która zdaje się nie mieć końca, skoro staje się znakiem firmowym kandydata startującego w wyborach prezydenckich.

    Tam, w zimnych wagonach też był płacz i zdumienie, że bezkarnie można poniżyć naród. A mogiły odarte z godności, bez krzyża, zagubione gdzieś na stepach czekają na cud przemiany naszych losów. A my, chodzący przy sprawach ojczyzny, zbieramy uczciwie, skrupulatnie okruchy wzruszeń polskich serc przy każdej okazji, która budzi wspomnienia i prawdziwy patriotyzm. Są jeszcze w Polsce takie miejsca jak wieś Lipa w gminie Głowaczów w powiecie kozienickim, gdzie każdego roku o tej porze 15 lutego obchodzi się rocznicę bitwy z czasów dogasającego już powstania styczniowego, bitwy, która odbyła się z udziałem ludności wiejskiej, chłopskiej, która zerwała się, aby bronić wiary i ojczyzny. Stoją tam dwa krzyże. Ten dawny, z czasów powstania, i nowy, wzniesiony niedawno. Są one jak dwa pokolenia, żyjące w różnych wiekach, a znaczące to samo i takie sobie bliskie. Drzewo dźwigające na sobie poranione, umęczone, święte ciało Chrystusa staje się symbolem umęczonej Polski, skazanej na istnienie między dwoma wrogimi sąsiadami. I tak trwają przy sobie przez wieki całe - Boży Syn w cierniowej koronie i naród polski dręczony przez wrogów wojnami, przemocą, historycznym kłamstwem, tak samo jak Chrystus zdradzony przez swoich. I krzyczą nad nami kruki i wrony gotowe jak wtedy na Kresach ściągać nam medaliki z serc i rzucać w błoto. Czy damy się rozdziobać, czy może jeszcze Polska nie zginęła, kiedy my żyjemy? Dziękuję za uwagę. (Oklaski)


Przebieg posiedzenia