9. kadencja, 61. posiedzenie, 2. dzień (15-09-2022)

Oświadczenia.

Poseł Władysław Kurowski:

    Zdarza się.

    Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Wystąpienie kieruję pamięci ofiar pacyfikacji Rudnika rozstrzelanych przez Niemców w dniu 5 września 1939 r.

    Właśnie w tym dniu od kul niemieckich żołnierzy zginęło 16 mieszkańców Rudnika z gminy Sułkowice, pięciu mieszkańców Cięciny i jeden mieszkaniec Krzczonowa. W tamtym roku we wrześniu była ładna pogoda. Drogą przez Rudnik uciekali na wschód ludzie, bardzo dużo ludzi. Wycofujące się Wojsko Polskie proponowało 4 września mieszkańcom wsi opuszczenie domów, ponieważ planowano w tym terenie zorganizowanie linii oporu, aby przyhamować błyskawicznie przemieszczający się front.

    W nocy z 4 na 5 września do wioski wkroczyli Niemcy. Między tylnymi odwodami wycofującego się Wojska Polskiego a przednią strażą niemieckiego agresora doszło do krótkotrwałej strzelaniny, w wyniku której zginęli niemieccy żołnierze, a wśród nich wysoki rangą oficer.

    Niemcy sądzili, że strzały padły ze strony ludności cywilnej, więc mszcząc się za poniesione straty, wywlekali z domów niewinnych mieszkańców. Kobiety i dzieci prowadzono w stronę Oblaska w Sułkowicach. Rudnik miał być spalony.

    W pierwszej kolejności rozstrzeliwano mężczyzn z rejonu pod Dalinem, ponieważ z tego punktu dały strzały. Niemcy ustawiali pod ścianą lepianki kolejną dwójkę mężczyzn i strzelali do nich. Nie dobijali konających w męczarniach. Mający być rozstrzeliwani chcieli się ratować. Dwóch z nich podjęło nawet próbę ucieczki. Udało się tylko jednemu - Janowi Kalecie.

    Okrutny los miał spotkać większą liczbę rudniczan, bowiem drugą grupę mężczyzn z dolnej części wsi prowadzono w pobliże miejsca kaźni. Klęczeli w rowie wzdłuż szosy z rękami podniesionymi do góry i czekali na śmierć. Oprawcy zaprzestali rozstrzeliwania, kiedy wyjaśniło się, że strzały oddało wojsko, a nie cywile. W wyjaśnieniu całej sprawy pomógł mieszkańcom mieszkający u rodziny Dudków i doskonale władający językiem niemieckim przyjezdny zwany Ślązakiem.

    Tragedia dotknęła również dwie młode dziewczyny - Stefanię Gancarczyk i Rozalię Maślerz, które stojąc w oknie starego domu Gancarczyków, przyglądały się poczynaniom Niemców. Jeden z nich podniósł karabin i strzelił w okno. Obie zginęły od jednej kuli.

    Kiedy zaprzestano rozstrzeliwań i sytuacja się uspokoiła, Niemcy rozkazali wykopać dół w pobliżu miejsca tragedii. Tam polecili wrzucić wszystkie ofiary. Ciała posypano wapnem. Miały, bez trumien, zostać tam na wieczność. Dzięki usilnym staraniom rodzin ofiar oraz pomocy owego ˝Ślązaka˝ Niemcy pozwolili w nocy z 6 na 7 września przewieźć ciała na sułkowicki cmentarz. Nie było czasu na robienie trumien. Ludzie z prostych desek zbijali skrzynie, w których poukładano zwłoki. Czasu było mało, więc w niektórych skrzyniach składano po dwa ciała. (Dzwonek) 7 września 1939 r. na cmentarzu w Sułkowicach odbył się skromny pogrzeb ofiar.

    Obecnie na cmentarzu w Sułkowicach stoi piękny pomnik, który powstał dzięki staraniom gminy, trwale świadczący o tragedii z września 1939 r. Pozwala on zachować pamięć o ofiarach niemieckiego okupanta. Cześć ich pamięci! Dziękuję bardzo. (Oklaski)


Przebieg posiedzenia