9. kadencja, 63. posiedzenie, 2. dzień (06-10-2022)

17. punkt porządku dziennego:

Sprawozdanie Głównego Inspektora Pracy z działalności Państwowej Inspekcji Pracy w 2021 roku wraz ze stanowiskiem Rady Ochrony Pracy w sprawie działalności Państwowej Inspekcji Pracy w 2021 r. oraz ze stanowiskiem Komisji do Spraw Kontroli Państwowej oraz Komisji Polityki Społecznej i Rodziny (druki nr 2435 i 2549).

Poseł Adrian Zandberg:

    Wysoka Izbo! Na pierwszy rzut oka omawiamy dzisiaj sprawozdanie inspekcji pracy, tak jest napisane na okładce, ale jeśli wczytać się w ten tekst, to mamy do czynienia między wierszami z dosyć druzgocącą krytyką nieróbstwa i zaniedbań rządu, w szczególności dwóch ministerstw. Obszar po obszarze, sprawa po sprawie inspekcja alarmuje, a rząd przygląda się bezczynnie, jak nieuczciwe firmy łamią prawo pracy, albo, co gorsza, torpeduje proste zmiany, o które inspekcja nie może się doprosić od lat.

    Weźmy śmieciowe zatrudnienie. O tej pladze, wciąż powszechnej w handlu czy w przemyśle, inspekcja pisze obszernie w tym raporcie. Od dawna wiadomo, dlaczego opłaca się nieuczciwym przedsiębiorcom łamać przepisy prawa pracy, oszczędzać kosztem pracowników, pozbawiać ich stabilności, poczucia bezpieczeństwa, urlopów, prawa do chorobowego, nie wspominając już o ochronie przed zwolnieniem. I od dawna wiadomo też, co powinniśmy z tym zrobić. Proszę państwa, projekt ustawy, który dałby inspektorom realne narzędzia do walki ze śmieciówkami, złożyłem w Sejmie grubo ponad rok temu. I co? I nic, panie ministrze Kowalski. I tak się obawiacie, nie wiem, nieuczciwych pracodawców, że nawet nie poddaliście tego projektu pod głosowanie?

    Ten problem można rozwiązać na różne sposoby, można go rozwiązać, tak jak proponuje Lewica, zmianą kompetencji, można porozmawiać o zasadzie domyślności, jeżeli chodzi o umowy o pracę, takie pomysły od czasu śp. inspektora Giedrojcia krążyły w debacie publicznej. Można zrobić to na różne sposoby, ale wy nie zrobiliście przez kolejny rok w tej sprawie po prostu legislacyjnie kompletnie nic. W ogóle tylko nic nie robicie, a rząd udaje, że problemu nie ma.

    Moim zdaniem to sprawozdanie to jest pod wieloma względami palące oskarżenie ministerstw, bo inspekcja, czego się dowiadujemy, prosiła ministerstwo o wprowadzenie zmian i usłyszała, że ministerstwo nie widzi takiej potrzeby, bo skuteczna ochrona pracowników dla resortu polityki społecznej i rodziny, to byłoby, cytuję: prawne uprzywilejowanie umów o pracę. No więc w praktyce ministerstwo, jak rozumiem, najwyraźniej woli uprzywilejować zatrudnienie śmieciowe.

    I to jest niestety powtarzająca się historia, jak się wertuje uważnie to sprawozdanie, że inspekcja prosi rząd o pomoc i słyszy: nie. Albo, co gorsza, inspektorom odpowiada cisza, bo nikomu w ministerstwie nie chciało się nawet odpowiedzieć na korespondencję. I żeby nie być gołosłownym, to jest strona 250, tutaj w sprawozdaniu jest opisana kwestia przepisów, które dałyby inspekcji bezpośredni dostęp do danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, tych dotyczących ubezpieczeń społecznych, żeby skuteczniej walczyć z zatrudnieniem na czarno, o czym tutaj rozmawialiśmy, kolejną plagą polskiego rynku pracy. Prosty, racjonalny wniosek. To naprawdę wiele by nie kosztowało, ale inspekcja nie otrzymała na to według tego sprawozdania nawet odpowiedzi, która brzmiałaby: nie, bo nie. Odpowiedzią była cisza. I tak się zastanawiam, czym się zajmuje ministerstwo, skoro nie jest w stanie odpisać nawet na prośby o pomoc z instytucji kluczowej dla ochrony pracy w Polsce.

    Inna sprawa, pięć stron dalej, strona 255, proszę państwa - sprawa żurawi wieżowych. Nieprawidłowości przy pracy tych urządzeń na budowach to jest 84% kontroli. To nie jest sprawa nieznana, opisywały ją wiele razy media, że operator wchodzi na dźwig i spędza na nim kilkanaście godzin. Zdarza się, że tymi potencjalnie bardzo niebezpiecznymi maszynami kierują ludzie bez praktycznego przygotowania. Pracują niebezpiecznie długo, bez poszanowania BHP, przenoszą kilkutonowe ładunki nad głowami innych pracowników. Tutaj patologię łamania norm czasu pracy można by ograniczyć, wprowadzając obowiązek instalacji tachometrów. To nie jest żadna rewolucja, przecież dzisiaj montujemy już tachometry czy w autobusach, czy w ciężarówkach. Dzięki temu inspekcja mogłaby skuteczniej dbać o bezpieczeństwo. Inspekcja zwróciła się w tej sprawie do ministra rozwoju i technologii. Opisuje to. I co? I znowu nic. I znowu brak odpowiedzi. Jak rozumiem, ministerstwo rozwoju było tak zajęte skutecznym zdobywaniem dla Polski środków z KPO, że nie znalazło czasu dla inspektorów. Naprawdę z tego też wypadałoby się wytłumaczyć.

    Będę zbliżać się do końca, bo w tym punkcie porządku obrad przewidziana jest oczywiście debata krótka: na sprawy 18 mln pracowników w Polsce tradycyjnie poświęcamy tyle samo czasu co na debaty o wypowiedzeniu porozumienia pomiędzy PRL a Ludową Republiką Angoli o dozgonnej przyjaźni i współpracy. A szkoda, bo może warto byłoby przedyskutować chociaż śmiesznie niski budżet przeznaczany ciągle na płace inspektorów, co przez te oszczędności, które trwają od lat, kończy się tak, że inspekcja ma problemy kadrowe, o czym pani inspektor (Dzwonek) tutaj mówiła. Żeby skutecznie prowadzić kontrolę bezpieczeństwa na wielkich budowach, trzeba mieć świetne kompetencje, a z takimi kompetencjami można z łatwością znaleźć pracę na rynku, płatną wielokrotnie lepiej, niż to opłaca dzisiaj państwo polskie.

    Kolejny raz rząd udaje, że problemu nie ma, i kolejny raz ten problem narasta. Wszyscy powinniśmy podziękować ludziom, którzy dzisiaj pracują w inspekcji za naprawdę skromne pieniądze, walcząc o to, żeby autorytet polskiego państwa nie był ośmieszany na masową skalę, bo polskie państwo ustanawia zasady, a później instytucji, która ma stać na straży tych zasad, skąpi i pieniędzy na wynagrodzenia, i kompetencji dla inspektorów, które naprawdę już dawno powinny być zwiększone. Dziękuję bardzo. (Oklaski)

    (Poseł Bożena Borys-Szopa: Ale to nie rząd.)


Przebieg posiedzenia