9. kadencja, 63. posiedzenie, 3. dzień (07-10-2022)

18. i 19. punkt porządku dziennego:


18. Pierwsze czytanie rządowego projektu ustawy budżetowej na rok 2023 (druk nr 2653).
19. Pierwsze czytanie rządowego projektu ustawy o szczególnych rozwiązaniach służących realizacji ustawy budżetowej na rok 2023 (druk nr 2654).

Poseł Izabela Leszczyna:

    Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Na początek mam dobrą wiadomość: to ostatni budżet PiS. (Oklaski)

    (Głos z sali: Ha, ha, ha!)

    (Poseł Teresa Wargocka: Mają nadzieję. Coś niesamowitego.)

    To naprawdę dobra wiadomość, bo ten budżet już dawno przestał być planem finansowym państwa. Budżet, który PiS przyniósł do Sejmu, jest jak finanse krętacza, który część pieniędzy chce dać pod stołem, a część zostawić w swojej kieszeni. Dlatego nie lubi, gdy patrzy mu się na ręce. Dlatego też klub Koalicji Obywatelskiej złoży wniosek o odrzucenie tego budżetu w pierwszym czytaniu. Właściwie dzisiejszą debatę powinniśmy odbywać w Banku Gospodarstwa Krajowego, kilka przecznic stąd, bo tak naprawdę to tam wydawane są miliardy pieniędzy podatników poprzez fundusze celowe. Tam rozdawane są największe i niekontrolowane pieniądze publiczne.

    (Głos z sali: O budżecie coś.)

    Zapewniam was, że nie myślę o ławeczkach patriotycznych, które poległy w starciu z pierwszym jesiennym deszczem. (Oklaski) Mówię o 420 mld zł, które bez żadnego trybu premier Mateusz Morawiecki wydaje poprzez fundusze w Banku Gospodarstwa Krajowego.

    (Poseł Tadeusz Cymański: Na co?)

    Lekką ręką, komu chce i na co chce, panie pośle.

    (Poseł Tadeusz Cymański: Na co? Na co? Konkretnie.)

    (Głos z sali: Cicho!)

    Pani minister, mówiąc, że to odpowiedzialny budżet na niepewne czasy, okłamała Wysoką Izbę. Ale przede wszystkim okłamała obywateli. No bo co właściwie PiS przyniósł do Sejmu? Zawyżone dochody, zaniżone wydatki i deficyt, który nijak ma się do rzeczywistego deficytu budżetowego. Rząd pisze w ustawie, że dochody to ponad 604 mld. Tymczasem powinno być, pani minister, 557 mld. Mówią, że wydatki to 672 mld, tymczasem prawdziwe wydatki tego budżetu to 763 mld.

    (Poseł Cezary Grabarczyk: To zgroza przecież.)

    Co to znaczy? To znaczy, że deficyt nie wynosi 68 mld zł, tylko, uwaga, 206 227 545 tys. Dlaczego rząd przyniósł fałszywe dane do Sejmu?

    (Poseł Andrzej Kosztowniak: Z czego to wynika?)

    Zaraz panu powiem, z czego to wynika. Ale to może pani minister odpowie, dlaczego w budżecie nie ma kosztów tarczy inflacyjnej. Przecież tarcza będzie, bo gdyby jej nie było, to prognoza inflacji w budżecie byłaby jeszcze bardziej niedorzeczna i zaniżona. Poza tym prezes Glapiński wczoraj do was apelował, że tarcza być musi. Wie, że nie dotrwalibyście inaczej do przyszłorocznych wyborów. (Oklaski)

    Dlaczego nie ma czternastej emerytury? Przecież prezes ją zapowiedział. Dlaczego nie ma wydatków wynikających z zamrożenia cen prądu, gazu i z tych wszystkich dodatków? Dlatego w czasie dzisiejszej debaty PiS będzie udawał, że Sejm to jest ciągle miejsce debaty politycznej, a budżet jest budżetem. Niestety ani jedno, ani drugie nie jest już tym, czym być powinno. (Oklaski)

    Powiedziałam, że to ostatni budżet PiS-u, dlatego porównajmy ten budżet z ostatnim budżetem realizowanym przez rząd PO-PSL.

    (Poseł Teresa Wargocka: To do 2015 r. porównajcie.)

    Zacznijmy od płacy minimalnej. Ile razy słyszeliśmy, że rząd PiS-u podnosi ją, że dba przede wszystkim o najuboższych? A jak jest naprawdę? Ile warte są te ich podwyżki? Bo przecież nie chodzi o to, ile masz pieniędzy w portfelu, tylko ile za nie kupisz. Pan poseł się zgadza. Cieszę się. To jaki był realny wzrost minimalnego wynagrodzenia w czasie rządów Platformy Obywatelskiej, PSL i PiS-u? Bierzemy pod uwagę prognozę pani minister, czyli do końca 2023 r. Dla wzrokowców wygląda to tak. Proszę się przyjrzeć. W czasie 8 lat rządów Platformy Obywatelskiej i PSL płaca minimalna wzrosła o 56%. (Oklaski) W czasie rządu PiS o 42%. Mówimy o realnym wzroście.

    (Poseł Cezary Grabarczyk: Zgroza.)

    Wytłumaczcie pani poseł, co znaczy: realny. To który rząd bardziej dbał o pracowników i to tych najmniej zarabiających, czyli tych najuboższych? Może być jeszcze gorzej niż na tym wykresie, bo inflacja nie powiedziała ostatniego słowa ani w tym, ani w przyszłym roku.

    (Poseł Teresa Wargocka: 4 zł za godzinę.)

    Z drożyzną związany jest kolejny sukces rządu PiS. To najwyższa od lat waloryzacja emerytur. Chwalą się tym, jakby emeryci dzięki temu mieli stać się bogatsi, a przecież chodzi przede wszystkim o to, a właściwie tylko o to, żeby zapobiec dramatycznemu zubożeniu seniorów. W tym roku emerytury podnieśli o 7%, a inflacja będzie wynosiła 14% albo więcej.

    (Poseł Teresa Pamuła: Nie mieli na lekarstwa.)

    Koszmarna drożyzna, która jest skutkiem fatalnej polityki rządu PiS i prezesa Narodowego Banku Polskiego, powoduje ubożenie całego społeczeństwa.

    (Poseł Cezary Grabarczyk: Oni są bez serca.)

    Obiecywali przywracanie godności najuboższym, tymczasem nierówności dochodowe w miastach już dzisiaj są wyższe niż w 2015 r.

    (Poseł Cezary Grabarczyk: Zero empatii.)

    Dwucyfrowa inflacja powoduje i będzie powodować pauperyzację całego społeczeństwa, szczególnie osób najuboższych.

    (Poseł Tadeusz Cymański: Liberałowie pomogą, tak. Już to widzę.)

    Chyba dokładnie to miał na myśli premier Morawiecki, gdy w jednej z restauracji mówił: najpierw trzeba obiecać ludziom, że będzie lepiej, a później obniżać ich oczekiwania. Rzeczywiście oczekiwania Polaków wobec publicznej ochrony zdrowia udało się PiS-owi obniżyć do minimum. W roku 2021 Polacy z własnych kieszeni wydali na leczenie 47 mld zł. Wzrost publicznych nakładów na ochronę zdrowia istnieje właściwie tylko na papierze. Wiecie, które miejsce zajmowała Polska w Unii Europejskiej pod względem nakładów na zdrowie w relacji do PKB w 2019 r., na koniec pierwszej kadencji, po 4 latach prosperity i wysokich dochodów do budżetu? 23. na 27 państw. Jak wam nie wstyd?

    (Głos z sali: Skandal!)

    Rząd kłamie, że w przyszłym roku na zdrowie wyda 6% PKB. Wiecie, ile wyda naprawdę z dochodów NFZ, z naszych podniesionych w tym roku składek i z budżetu? 4,74%. Wiecie, jaki to jest wzrost w stosunku do nakładów z 2015 r., czyli za naszego rządu? 0,32 punktu procentowego. Oszałamiając wzrost.

    (Poseł Cezary Grabarczyk: Po 8 latach.)

    Przypomnę: mówimy o systemie ochrony zdrowia zrujnowanym po 2 latach pandemii.

    PiS, idąc tropem swojego premiera, usiłuje jeszcze bardziej obniżyć oczekiwania pracowników sfery budżetowej, w tym nauczycieli. Żeby zrekompensować tylko to, co stracili na inflacji - skumulowana inflacja od końca 2019 r. wynosi prawie 27% - powinniście w przyszłym roku wprowadzić 20-procentową podwyżkę, o którą postuluje klub Koalicji Obywatelskiej. Projekt ustawy leży w Sejmie. (Oklaski) I byłoby to możliwe, gdyby nie raj wydatkowy premiera Morawieckiego w Banku Gospodarstwa Krajowego. Niestety nauczyciele w państwie rządzonym przez PiS są szykanowani, tak samo jak przedsiębiorcy. Edukacja jest niedofinansowana, tak jak nigdy nie była. W 2015 r. - ostatni budżet PO-PSL - przeznaczyliśmy na oświatę 2,24% PKB. Wiecie, ile przeznaczą w przyszłym roku? Mniej niż 2%.

    (Poseł Zdzisław Sipiera: Wyborcy wam podziękowali.)

    Tymczasem chyba nieświadomy niczego prezes Kaczyński obwieścił ostatnio w Koszalinie albo w Karlinie, nie pamiętam, że Polska dogadania Zachód, że już niedługo będziemy tak bogaci jak mieszkańcy krajów zachodnich. Prezes nie mówił, co ma na myśli, ale zwykle bierzemy pod uwagę dwa wskaźniki: PKB per capita, czyli na głowę mieszkańca, albo - to jeszcze lepszy wskaźnik - konsumpcję indywidualną gospodarstw domowych. To jak to było w czasie 8 lat naszych rządów i w czasie 8 lat waszych rządów? My doganialiśmy Europę pod względem zamożności w tempie prawie 2 punktów procentowych, jeśli mówimy o PKB per capita, wy - 1,33 punktu procentowego. Jesteście gorsi.

    (Poseł Tadeusz Cymański: Wskaźniki.)

    Jeszcze gorzej wygląda PiS, kiedy porównamy konsumpcję indywidualną gospodarstw domowych, czyli chodzi o prawdziwą miarę dobrobytu materialnego. My doganialiśmy Europę w tempie 2 punktów procentowych rocznie, wy - 1,33 punktu. Powiedzcie to prezesowi.

    (Poseł Teresa Pamuła: Dzieci nie miały na...)

    Tak więc smutne podsumowanie 8 lat rządów PiS jest takie, że ani nie poprawili jakości usług publicznych, ani nie inwestowali w rozwój, ani nie zapewnili długotrwałego dobrobytu, bo całe społeczeństwo ubożeje, a najbardziej ubożeją najbiedniejsi. Jedyne co po sobie pozostawią naprawdę wielkiego, to horrendalny dług. Do końca przyszłego roku zadłużą Polskę, czyli na wszystkich, na 850 mld zł. 850 mld zł my, nasze dzieci i wnuki będziemy spłacać. Właśnie tak zapamiętają PiS obywatele. (Oklaski)

    (Poseł Cezary Grabarczyk: I dzieci, i wnuki)


Przebieg posiedzenia