9. kadencja, 64. posiedzenie, 1. dzień (26-10-2022)

5. punkt porządku dziennego:

Sprawozdanie Komisji Polityki Społecznej i Rodziny o rządowym projekcie ustawy o zmianie ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych oraz niektórych innych ustaw (druki nr 2720 i 2727).

Poseł Robert Kwiatkowski:

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Procedowany projekt, przedłożenie rządowe nie budzi wielkich wątpliwości, bo też sytuacja jest dość oczywista. Ona wynika z innych przepisów i innych regulacji. W warunkach bardzo wysokiej inflacji trzeba waloryzować emerytury i renty. Akurat z tych wyliczeń, których dokonano, wynika, że mają one przybrać taki, a nie inny kształt: 250 zł - minimalna podwyżka, a minimalna emerytura - nie mniej niż 1588,44 zł. I oczywiście Koło Parlamentarne PPS będzie to przedłożenie rządowe popierać.

    Problemy naszym zdaniem zaczynają się jednak w tych miejscach, o których to przedłożenie rządowe nie mówi, być może z oczywistych powodów, bo nie taka jest materia ustawowa. Nie mówi, że odchodzi się od tego, co wprowadzono wiele lat temu, tzn. systemu zdefiniowanej składki. Okazuje się, że tej składki brakuje coraz bardziej, emerytury, jak tutaj poprzednicy trafnie wspominali, zaczynają być coraz niższe i nie sięgają nawet poziomu minimum socjalnego, w związku z tym budżet państwa musi - z czego? - z podatków, z pracy, z opodatkowania pracy dofinansowywać te bardzo niskie emerytury.

    Nie mówi się też o tym, że jeśli stale Fundusz Ubezpieczeń Społecznych musi być dofinansowywany wielkimi kwotami, bo nie starczy na emerytury i nie starczy na renty, to generuje to pewien konflikt pokoleniowy, bo ten dług, który państwo zaciąga, żeby sfinansować emerytury i renty, będą spłacały przyszłe pokolenia, a konstrukcja systemu fiskalnego jest taka, że opodatkowana jest głównie praca, opodatkowana naszym zdaniem nadmiernie, to znaczy prowadzi się do sytuacji, w której zwłaszcza w wyniku Polskiego Ładu mamy do czynienia z dodatkowymi, nowymi obciążeniami, zwanymi już dla niepoznaki nie podatkami, tylko składkami, mam tu na myśli składkę zdrowotną. A przecież mamy do czynienia z potężnym podatkiem, który też tak się nie nazywa, tzn. z obciążeniem z podatkiem związanym z inflacją. Jeśli ona sięga 17% w skali roku, oznacza to ni mniej, ni więcej, jak zabranie dwóch miesięcznych wynagrodzeń. Czyli mamy w sumie do czynienia z sytuacją, w której jedno miesięczne wynagrodzenie, tj. 1/12, zabiera się, bo się wprowadziło nową składkę zdrowotną, a dwa zabiera się, ponieważ rząd Prawa i Sprawiedliwości doprowadził do tak galopującej inflacji... Nie wojna, pani poseł. To nie wojna spowodowała, że inflacja bazowa wynosi ponad 10%.

    (Poseł Lidia Burzyńska: Nie, nie wojna.)

    (Poseł Urszula Rusecka: Nie COVID.)

    Więc mamy do czynienia, mówiąc w skrócie, z sytuacją, w której rząd robi to, co powinien, i dobrze, bo emeryci zasługują i renciści zasługują na te podwyżki, ale z drugiej strony, widać to coraz wyraźniej, przestaje panować nad finansami państwa, bo w nadmierny sposób obciąża pracę i dopuszcza do galopującej inflacji. To w konsekwencji może oczywiście spowodować konieczność kolejnych waloryzacji, kolejnych przedłożeń rządowych, za którymi pewnie będziemy, ale zdaje się, że czas już przerwać (Dzwonek) ten zaklęty krąg. Dziękuję bardzo. (Oklaski)


Przebieg posiedzenia