9. kadencja, 67. posiedzenie, 1. dzień (30-11-2022)
8. punkt porządku dziennego:
Sprawozdanie Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi o rządowym projekcie ustawy o zmianie ustawy o paszach oraz ustawy o odpadach (druki nr 2787 i 2803).
Poseł Hanna Gill-Piątek:
Szanowny Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Jako Polska 2050 zawsze, kiedy postulujemy zmiany w jakichś wrażliwie społecznych obszarach, to w tym samym zdaniu, właściwie na tym samym wydechu mówimy o ochronie ludzi, o ochronie lokalnej gospodarki. W takich sprawach jak np. odchodzenie od węgla, powiększanie powierzchni parków narodowych, likwidacja ferm futrzarskich - wszystko, co trudne - zawsze w takich przypadkach postulujemy rozważne działanie, które pozwoli na społeczną korzyść, a nie stratę.
Jesteśmy też bardzo wyrozumiali i często godzimy się na kompromisy w ważnych zmianach z racji nagłych okoliczności - bo COVID, bo wojna, bo inflacja, bo kryzys energetyczny, zawsze wtedy głosujemy za przedłużeniem terminów. Tak pewnie podchodzilibyśmy do sprawy opóźnienia zakazu używania importowanych pasz GMO, ale w tym przypadku sytuacja nie jest ani nowa, ani nagła. Ile razy bowiem można przedłużać przejście na...
Pan mnie słucha?
Wicemarszałek Włodzimierz Czarzasty:
Na pewno, pan ma dwie twarze: z przodu i z tyłu.
Poseł Hanna Gill-Piątek:
Ile razy bowiem można przedłużać przejście na rodzime źródła pasz? Raz - zrozumiałe, dwa - cóż, zdarzyło się, ale sześć razy to już nie jest wypadek przy pracy, to jest gra w ciuciubabkę. To jawne śmianie się w nos z dobrej woli prawodawcy, który ciągle pochyla się nad argumentami producentów i kolejnych ministrów, by przy zbliżającym się znów terminie po raz kolejny sankcjonować brak jakichkolwiek faktycznych działań w tym obszarze.
Ta sytuacja trwa już 16 lat. Tylko za rządów PiS utopiliśmy 31 mln zł w ministerialne programy polskiego białka, by dziś - niespodzianka - po raz szósty dojść do wniosku, że w Polsce, potędze rolniczej, nie da się wyprodukować wystarczającej ilości pasz dla polskich zwierząt. To jest karygodne, że 16 lat kolejne rządy nie są w stanie przygotować krajowych alternatyw. Polskim rolnikom i zwierzętom, polskim konsumentom w Polsce należy się krajowa alternatywa białka paszowego.
Również przez 16 lat każdy rząd tolerował kpinę z prawa, fikcyjne dzielenie ferm dla ominięcia ocen środowiskowych. Nic dziwnego, że ptasia grypa na tych gigantycznych fermach na raz zabija miliony ptaków. I teraz ma być to, przepraszam, argument? Tak jak PiS latami sprowadzał węgiel z zagranicy bez inwestowania w krajowe źródła energii odnawialnej, tak robi z paszami, sprowadzając genetycznie modyfikowaną śrutę sojową, przepalając pieniądze na rozdmuchane programy badawcze o zerowych rezultatach. Tak jak latami PiS miał w nosie gospodarkę ściekową, co skończyło się katastrofą Odry, tak teraz ma w nosie dochody polskich rolników, którzy białko na pasze mogliby produkować u nas na miejscu. Polska produkcja jest w tej chwili absolutnie uzależniona od importu z zagranicy, co czyni nas niezwykle podatnymi (Dzwonek) na katastrofę z powodu tego, że ten import może być zastosowany. Rząd znowu chce trzymać hodowlę na kroplówce z pasz GMO, bo produkcja zwierzęca posypałaby się dokumentnie.
My oczywiście jeszcze nie podjęliśmy ostatecznej decyzji, będziemy się temu przyglądać podczas pracy nad tym drukiem.
Wicemarszałek Włodzimierz Czarzasty:
Dziękuję.
Poseł Hanna Gill-Piątek:
Natomiast absolutnie mówimy ˝nie˝ ciągłemu przesuwaniu i ciągłej bezczynności. (Oklaski)
Przebieg posiedzenia