9. kadencja, 68. posiedzenie, 1. dzień (13-12-2022)

3. punkt porządku dziennego:

Sprawozdanie Komisji Finansów Publicznych o rządowym projekcie ustawy budżetowej na rok 2023 (druki nr 2653 i 2831).

Poseł Izabela Leszczyna:

    Pani Marszałek! Wysoki Sejmie! Panie Pośle Sipiera! Pewnie, że pieniądze są. Jak zadłużyliście przyszłe pokolenia Polaków na 800 mld zł, to pieniądze są.

    (Poseł Zdzisław Sipiera: A ktoś w Europie nie zadłuża?)

    Od momentu, kiedy premierem jest Mateusz Morawiecki, mamy pasmo porażek. Większego chaosu i kłopotów w sądownictwie mieć chyba nie możemy, bo sądownictwo zostało doprowadzone do stanu półzapaści. To ocena, jaką wystawił minister premierowi, a premier - ministrowi w rządzie PiS-u. Ja się oczywiście zgadzam z tymi opiniami, ale pomogę premierowi szerzej zdiagnozować efekty rządów PiS-u w ciągu ostatnich 7 lat. Zapaść mamy nie tylko w wymiarze sprawiedliwości i w praworządności, ale także w zakresie wiarygodności Polski jako wierzyciela zdolnego do spłaty swoich długów.

    (Poseł Tadeusz Cymański: Ratingi.)

    Premier Morawiecki sam przyznał, że zegar rynków finansowych tyka. To tak, jakby powiedział: rynki finansowe już wiedzą, że ten budżet to ściema. Już dzisiaj rząd nie może znaleźć źródeł finansowania na, uwaga, bagatela, 400 mld zł potrzeb pożyczkowych na przyszły rok.

    Kolejna zapaść, a mówimy o niej często, bo jest bardzo groźna, to zapaść w inwestycjach. Polska ma najniższy poziom inwestycji w całej Unii Europejskiej. Szorujemy po dnie, łeb w łeb z Bułgarią. O 25% PKB wszyscy już zapomnieli. Myślę, że Mateusz Morawiecki marzy, żeby poziom inwestycji był taki jak w czasie rządów Platformy Obywatelskiej. Ale nie dacie rady. Nie dacie rady, bo prywatni przedsiębiorcy nie inwestują, bo się boją. Boją się chaosu prawnego, ciągłych zmian w podatkach, upartyjnionych sądów i inflacji, bo inflacja niszczy gospodarkę. Powtarzacie w kółko fałszywe zdanie: nie walczymy z inflacją, bo chcemy uratować gospodarkę. Tylko ignorant może coś takiego powiedzieć, bo przecież to właśnie inflacja zabija gospodarkę. Bez ustabilizowania cen nie ma mowy o zrównoważonym rozwoju. To jest najlepszy przepis na biedę całego społeczeństwa.

    (Poseł Tadeusz Cymański: Balcerowicz potrzebny.)

    A Polska pod rządami PiS ma najwyższą inflację spośród dużych państw w całej Unii Europejskiej. Gorzej niż u nas jest tylko w maleńkich krajach bałtyckich, byłych republikach radzieckich i na Węgrzech, ale tam wzorzec dla PiS-u - Wiktor Orban doprowadził do kompletnego kryzysu: półki sklepowe puste, na stacjach benzynowych nie ma paliwa. Mam nadzieję, że nie ziści się ta złowroga obietnica Jarosława Kaczyńskiego, że będziemy mieli w Warszawie Budapeszt. (Oklaski)

    Ale wróćmy do tego, co PiS zgotował naszym obywatelom. W ubiegłym roku według prezesa Glapińskiego inflacja nie miała wpływu na nasze portfele, a tymczasem 1600 tys. Polaków żyło w skrajnym ubóstwie, poniżej minimum egzystencji. Realne płace Polaków spadają pierwszy raz od 30 lat. W przyszłym roku spadną o 10%. A w tym trudnym dla ludzi czasie mamy premiera i prezesa, właściwie dwóch prezesów kompletnie odklejonych od rzeczywistości. Premier Morawiecki w typowym dla siebie propagandowym uniesieniu mówi tak: Dotrzemy do wszystkich Polaków z informacją, jak wiele udało się zrobić przez ostatnie 7 lat. Wtóruje mu rzecznik PiS-u: Będziemy przypominać, co dla Polaków zrobiliśmy. Zawsze myślałam, że jak ludziom jest dobrze, to nie trzeba im mówić, że im jest dobrze, po prostu to czują. Okazuje się, że nie, PiS musi mieć 3 mld zł na propagandę, żeby Polacy dowiedzieli się, że pod rządami PiS-u żyje im się doskonale.

    Prezes Kaczyński z kolei jest tak skupiony na seksualności Polek i Polaków, że dopiero niedawno się dowiedział, że on i jego partia zrujnowali finanse publiczne, zniszczyli bezpieczeństwo finansowe państwa i obywateli.

    I główny bohater, gigant 2022 r. - prezes Glapiński. W środę usłyszeliśmy od niego, że wysokie ceny są tylko w TVN-ie, bo jak wziął notes i poszedł do sklepów, to się zdziwił, bo wszystko było tańsze. I nie dziwcie się, kochani, zdziwieniu prezesa, bo jakbyście zarabiali 1 mln zł rocznie, to cena masła, chleba czy czegokolwiek nie miałaby dla was właściwie żadnego znaczenia. Usłyszeliśmy też od prezesa, że Polska jest krajem bardzo bogatym, ale bogatych ludzi mamy bardzo mało. Zapytajcie prezesa, na czym polega bogaty kraj z biednymi obywatelami, bo ja nie wiem. Powiedział też prezes, że budżet na 2023 r. jest neutralny dla inflacji. Chodzi o budżet, w którym deficyt wynosi 200 mld zł. To chyba jakaś nowa teoria ekonomiczna. Może prezes celuje w Nagrodę Nobla, a nie tylko w Polskę Press?

    (Poseł Marta Wcisło: Nagrodę literacką.)

    W swojej mądrości prezes powiedział też, że Krajowy Plan Odbudowy nie ma dużego znaczenia. I znowu mam jakiś dysonans poznawczy, bo przecież najpierw mówili, że nie warto się po te pieniądze schylać, potem się okazało, że to jest polska racja stanu, teraz znowu mówią, że właściwie one nie mają znaczenia. Zdecydujcie się, czy ważniejsze środki z KPO, czy Ziobro? Bo dzisiaj wieczorem będziecie o tym decydować.

    Kilka razy prezes powtórzył też, że chociaż tego nie zapowiada, to istnieje możliwość obniżenia stóp procentowych pod koniec przyszłego roku. Głupiej i gorzej już się po prostu nie dało. Prezes banku centralnego mówi, że inflacja będzie 20%, a jednocześnie przewiduje możliwość obniżenia stóp procentowych. Powiedział też, że inflacja, uwaga, systematycznie i szybko zacznie spadać. Znowu mi coś tu nie gra, bo przecież dał nam projekcję na 3 lata i okazuje się, że ta inflacja do odchylenia od celu dojdzie dopiero w 2025 r.

    Proponuję, żeby prezes poszedł jeszcze raz do tych sklepów, stanął przy kasie i powiedział ludziom, że ceny będą rosnąć przez najbliższe 3 lata, to usłyszy, co ludzie myślą o takim szybkim spadku inflacji i pewnie o nim samym. (Oklaski)

    I na koniec, prezes Glapiński stwierdził, że poważnym problemem są wysokie oczekiwania inflacyjne, ale uwaga, oskarżył o nie media - wolne media.

    Panie prezesie Glapiński, to pan odpowiada za wysokie oczekiwania inflacyjne Polaków, bo zrujnował pan wiarygodność i zaufanie do banku centralnego.

    Ale na koniec jest dobra wiadomość. Chociaż oczekiwania inflacyjne są wciąż wysokie, to Polacy mają bardzo niskie oczekiwania wobec rządu PiS-u. Wczorajszy sondaż jest dowodem na to, że Polacy rozumieją, że PiS zafundował im tylko taką jakąś bańkę mydlaną, która miała być dobrobytem, a okazała się iluzją i pękła w momencie, kiedy pojawiły się pierwsze problemy. Za to właśnie odpowiecie w przyszłym roku jesienią. Wyrok wydadzą obywatele przy urnach, a kolejne wyroki będą wydawać wolne sądy. (Oklaski)


Przebieg posiedzenia