9. kadencja, 74. posiedzenie, 1. dzień (12-04-2023)
2. punkt porządku dziennego:
Pierwsze czytanie rządowego projektu ustawy o pomocy państwa w oszczędzaniu na cele mieszkaniowe (druki nr 3096 i 3096-A).
Poseł Adrian Zandberg:
Szanowni Państwo! Jakbyście państwo zareagowali na widok faceta, który gasi pożar, polewając ogień benzyną? Myślę, że każdy na tej sali postukałby się w głowę, a tymczasem właśnie to proponuje dzisiaj polski rząd. Zresztą od lat kolejne rządy robiły to samo - najpierw wlewały miliardy złotych z budżetu do systemu bankowo-kredytowego, a potem z miną zdziwionego Pikachu patrzyły na to, jak ceny mieszkań rosną.
Wszyscy wiemy, dlaczego ta ustawa trafia dzisiaj do Sejmu. Nie macie, panie ministrze, pomysłu na mieszkania. Położyliście ˝Mieszkanie+˝, więc jedyne, co wam zostało, to wciskać ludziom kredyty. Z tego wynika ta kredytowa licytacja pomiędzy PiS-em a Platformą Obywatelską: 2% czy 0%.
Szanowni Państwo! Słucham tej licytacji i mam narastające poczucie absurdu, bo kłócicie się o to, czy ugasić ten pożar, wylewając na płomienie jedno wiaderko benzyny, czy wylewając dwa wiaderka benzyny. Drodzy państwo, to się nie uda. Oba pomysły są głupie, bo pożaru nie da się ugasić, wylewając na niego benzynę. Zresztą niedługo minie 20 lat, jak ćwiczymy te dopłaty. To się nazywało ˝Rodzina na swoim˝, ˝Mieszkanie dla młodych˝. Nazwy się zmieniały, ale filozofia była taka sama i efekt był ten sam - ceny mieszkań rosły, raty kredytów rosły i czynsze rosły (Oklaski), bo dopłaty nie zadziałały za czasów pierwszego rządu PiS-u, dopłaty nie zadziałały za czasów Platformy Obywatelskiej i oczywiście dopłaty nie zadziałają też teraz. Przeciętnie inteligentny szympans po 20 latach powinien się zorientować, że to nie działa. Więc po co, panie ministrze, znowu robić to samo?
Dzisiaj po kilkunastu latach funkcjonowania tych programów młodych Polaków nadal nie stać na mieszkanie. Nawet gdyby chcieli wziąć ten kredyt, to większości z nich bank go nie udzieli, bo nie mają zdolności kredytowej. Więc mieszkają z rodzinami w blokowiskach, tych samych blokowiskach, które zbudowała jeszcze Polska Ludowa. Tak wygląda polska rzeczywistość. Trochę inaczej niż w tych reklamowych broszurkach, panie ministrze. Niestety uzasadnienie pana ustawy wygląda tak, jakby ją panu podyktowali faceci od tych deweloperskich broszurek.
Tutaj, w Sejmie, z różnych stron sali wiele razy słyszałem płomienne mowy, jak bardzo kochacie państwo kapitalizm. Trochę w związku z tym się dziwię, że muszę na tej sali tłumaczyć elementarne podstawy funkcjonowania gospodarki rynkowej, bo wydawałoby się, że jest to wiedza z liceum. Ale jak trzeba, to trzeba. Otóż co się wydarzy, gdy wpuścicie miliardy złotych na rynek? Klienci ruszą do deweloperów. Ale mieszkań wciąż będzie tyle samo, ponieważ podaż mieszkań nie jest elastyczna. Mieszkania to nie są kajzerki, nie da się włożyć dwa razy więcej ciasta do pieca i godzinę później wyjąć dwa razy więcej mieszkań.
Więc to, co w tej sytuacji zrobią deweloperzy, jest dość oczywiste. Rośnie popyt, więc wzrośnie cena. W gospodarce kapitalistycznej to tak działa, że kupuje się jak najtaniej, sprzedaje się najdrożej, jak się da. Więc ceny za 1 m2 znowu pójdą w górę. A o ile pójdą w górę? O tyle, o ile państwo dopłaciło do kredytu. Tutaj koło się zamknie. Deweloperzy podniosą swoje marże, a kawalerka, która kosztowała 300 tys. zł, będzie kosztowała 500 tys. zł. I jak ludzi nie było stać na własne mieszkanie przed dopłatą, tak nie będzie ich stać na własne mieszkanie także z dopłatą.
Wiadomo też, kto zyska, bo to też już ćwiczyliśmy, proszę państwa. Grube miliardy ostatecznie popłyną do kieszeni dużych firm deweloperskich i zarobią banki, które obsługują cały ten system, a my wszyscy zrzucimy się na ich obscenicznie wysokie zyski. Wydamy duże pieniądze z budżetu bez sensu, a w efekcie kredyt mieszkaniowy nie będzie opanowany, tylko jeszcze ostrzejszy.
Drodzy państwo! W Polsce nie brakuje dzisiaj kredytów mieszkaniowych, tylko brakuje mieszkań. Więc żeby były one dostępne dla zwykłych ludzi, trzeba postąpić dokładnie odwrotnie, niż proponuje dzisiaj rząd. Trzeba zwiększyć podaż. Wiemy już, że prywatny rynek tego nie załatwi, bo firmom deweloperskim opłaca się utrzymywanie Polski w stanie permanentnego kryzysu mieszkaniowego, ponieważ na tym zarabiają. Więc zamiast grać na ich zasadach, trzeba zmienić zasady gry. Do tej gry muszą wejść na serio państwo i samorząd.
Tak, trzeba wydać na mieszkalnictwo w Polsce duże pieniądze z budżetu, ale trzeba to zrobić sensownie. Zamiast waszych dopłat, które spowodują wzrost cen mieszkań, Lewica proponuje prosty system: państwo finansuje, samorząd buduje. Samorząd dostaje pieniądze na postawienie nowych osiedli, wynajmuje ludziom mieszkania na tych osiedlach ze stałym, regulowanym czynszem. Tak żeby każdego, kto pracuje, było stać na dach nad głową. W takim systemie obowiązuje uczciwa zasada: wybudowane za państwowe zostaje na zawsze w publicznym zasobie. Tych mieszkań nie wolno wtedy sprywatyzować. Dzięki temu posłużą kolejnym pokoleniom.
Zresztą nie ma co (Dzwonek) wymyślać prochu na nowo. Taki system zbudowali austriaccy socjaliści, on działa. Trzeba skorzystać z tych rozwiązań w Polsce.
Minuta, pani marszałek, jeśli można.
Wicemarszałek Małgorzata Kidawa-Błońska:
Pół minuty.
Poseł Adrian Zandberg:
Szanowni Państwo! Te dopłaty to gratka dla banków i dla deweloperów. Porządny program mieszkaniowy powinien spowodować spadek cen mieszkań. Jedynie budownictwo społeczne jest drogą do tego, żeby zatrzymać to cenowe szaleństwo.
Mamy w Polsce piękną, choć trochę zapomnianą tradycję budownictwa społecznego. Przed wojną polscy socjaliści byli tu pionierami. Tu, w stolicy, powstała Warszawska Spółdzielnia Mieszkaniowa i do dzisiaj urbaniści stawiają ją za wzór. Takie może być też nowe, polskie budownictwo społeczne. Projektowane przez dobrych architektów, zasilane energią odnawialną, dobre dla klimatu, porządnie zaprojektowane, z infrastrukturą, z zielenią. Nie tak jak na osiedlach deweloperskich. O tym warto rozmawiać. Mamy dobrych architektów, mamy sektor budowlany, który mógłby w końcu zacząć służyć dobru społecznemu. Więc zamiast powtarzać po raz kolejny błędy z ostatnich 20 lat...
Wicemarszałek Małgorzata Kidawa-Błońska:
Dziękuję bardzo, panie pośle.
Poseł Adrian Zandberg:
...szanowni państwo, użyjmy w końcu tych narzędzi, żeby rozwiązać kryzys mieszkaniowy.
Wicemarszałek Małgorzata Kidawa-Błońska:
Dziękuję bardzo.
Poseł Adrian Zandberg:
Będzie z tego więcej pożytku niż z tego odgrzewanego, nieświeżego kotleta, który znowu przyniosła do Sejmu prawica. Dziękuję. (Oklaski)
Przebieg posiedzenia