9. kadencja, 76. posiedzenie, 2. dzień (25-05-2023)

16. punkt porządku dziennego:

Sprawozdanie Komisji Infrastruktury oraz Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej o rządowym projekcie ustawy o zmianie ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym oraz niektórych innych ustaw (druki nr 3097 i 3241).

Poseł Robert Obaz:

    Szanowna Pani Marszałek! Panie Ministrze! Wysoka Izbo! Projekt ustawy o zmianie ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym oraz niektórych innych ustaw to jeden z tzw. kamieni milowych, które premier Mateusz Morawiecki wynegocjował z Unią Europejską. Ustawowe założenia mają na celu uprościć planowanie przestrzenne, zwiększyć partycypację społeczną w tworzeniu prawa lokalnego, dać możliwość elastycznego kształtowania w przestrzeni wokół nas i skończyć z takimi koszmarkami ustawowymi jak ustawa lex deweloper. Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że ustawa ta odpowiada oczekiwaniom mieszkańców, samorządu, rządu i - jak się to często określa - Brukseli. Faktycznie wiele zapisów tej ustawy jest wręcz spełnieniem wieloletnich postulatów płynących od gmin i mieszkańców.

    Po pierwsze, tam, gdzie nie ma uchwalonego studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy czy też brakuje planu zagospodarowania, uchwalenie planu ogólnego jest zdecydowanie prostsze i mniej czasochłonne.

    Po drugie, partycypacja społeczna na etapie opracowywania dokumentów jest jasno określona w ustawie i daje gwarancję wysłuchania oczekiwań mieszkańców, jeśli są to zapisy praktycznie tożsame z ustawą o rewitalizacji, która jest bardzo dobrze oceniana zarówno przez mieszkańców, jak i samorządy.

    Po trzecie, ustawa pozwala na wprowadzenie zmian w planach zagospodarowania praktycznie w ciągu 3, 4 miesięcy, co przy dzisiejszym procedowaniu planów, które trwa nawet do 5 lat, jest terminem wprost ekspresowym.

    Po czwarte, wspólnie z inwestorem gmina będzie mogła na niewielkim obszarze wypracować zintegrowany plan inwestycji. W negocjacjach i ustaleniach dotyczących zakresu zmian i odpowiedzialności będzie brał udział, oprócz wójta, prezydenta czy burmistrza, także przedstawiciel rady gminy, a w przypadku braku jej wskazania przez radę - przewodniczący tejże rady. Pewnie jeszcze kilka pozytywów znalazłoby się, żeby je wymienić, ale postawmy tu kropkę, ponieważ diabeł tkwi w szczegółach.

    Zacznę od tego, że ustawodawca proponuje, żeby w 2477 gminach plany ogólne opracować do końca roku 2025, czyli w ciągu 30 miesięcy. Stanowczo tak krótkiemu terminowi sprzeciwiają się urbaniści, którzy na co dzień zajmują się realizacją koncepcji dotyczących studiów i planów zagospodarowania. Ich obawy budzi brak kadry, która jest w stanie zrealizować plany ogólne. Zauważają także, że w tym pośpiechu i chaosie mogą powstać akty prawa miejscowego, które będą zawierały błędy, co w konsekwencji będzie miało wpływ na jakość stanowionego prawa. Naszym zdaniem ten termin powinien być wydłużony do końca 2029 r., co da możliwość realnego wypracowania dobrych rozwiązań dla gmin. Dodam, że z uwagi na fakt, że plan ogólny ma być prawem miejscowym, wszelkie roszczenia i wypłacone odszkodowania będą uszczuplały budżety samorządów, które, jak wiemy, w wielu przypadkach są w tragicznej sytuacji finansowej.

    Przechodzę dalej. Ustawodawca w dalszym ciągu chce bezterminowo przedłużyć tzw. WZ, których rocznie wydaje się dziesiątki tysięcy, a często służą one tylko i wyłącznie do oszacowania ceny gruntu przed sprzedażą. Co ciekawe, dla decyzji o warunkach zabudowy, które zostaną wydane po wejściu w życie tej ustawy, czas ten został jasno określony.

    Najważniejsze jest to, że planuje się, że koszt realizacji całego procesu przejścia ze studiów na plan ogólny wyniesie w skali kraju ok. 300-350 mln zł. Pieniądze na ten cel są zapisane w KPO, ale tych pieniędzy do dzisiaj nie ma. Czekamy na nie ponad 750 dni, ale działania niektórych członków rządu zamiast przybliżać nas do wypłaty, oddalają przepływ pieniędzy do Polski, co w znacznym stopniu ogranicza nasze możliwości gospodarcze i rozwojowe.

    Co będzie, jeśli te pieniądze nie zostaną nam wypłacone? Każdy z nas będzie musiał zapłacić za opracowanie z własnej kieszeni. Samorząd będzie zobowiązany w krótkim czasie opracować za własne środki dokument praktycznie tożsamy z tym, który już posiada, zamiast przeprowadzić remonty dróg, chodników, wymianę oświetlenia, optymalizację źródeł energii. Nie można dopuścić do takiej rozrzutności i niegospodarności, a w szczególności nie może do tego przymuszać ustawodawca.

    Jeszcze długo można by wymieniać mankamenty tej ustawy, ale widzimy, że rząd przychyli się do poprawek złożonych przez opozycję i wskaże inne gwarancje środków na realizację ustawy przez samorządy niż te, które są zapisane w KPO, ponieważ te są na razie nieosiągalne dla rządzących.

    Pani Marszałek! W imieniu klubu Lewicy składam poprawki. Dziękuję bardzo. (Oklaski)


Przebieg posiedzenia