9. kadencja, 80. posiedzenie, 1. dzień (28-07-2023)
21. punkt porządku dziennego:
Sprawozdanie Komisji Kultury i Środków Przekazu o poselskim projekcie uchwały w sprawie ustanowienia roku 2024 Rokiem Arcybiskupa Antoniego Baraniaka (druki nr 3200 i 3439).
Poseł Jarosław Rzepa:
Szanowna Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Abp Antoni Baraniak to zdolny, sumienny zakonnik i kapłan, autor dwóch doktoratów i poliglota, osobisty sekretarz prymasa Polski kard. Hlonda i kierownik sekretariatu kard. Wyszyńskiego.
Jego życie dzieliło się na dwa okresy: przed uwięzieniem i po uwięzieniu. Torturowany nieludzko przez ubeckich oprawców nigdy nie doczekał się zadośćuczynienia. Urodził się 1 stycznia 1904 r. we wsi Sebastianowo w Wielkopolsce. W młodości wstąpił do zgromadzenia salezjanów. Przed wojną został sekretarzem ówczesnego prymasa Polski kard. Augusta Hlonda, a po wojnie prymasa Stefana Wyszyńskiego.
W nocy z 25 na 26 września 1953 r. został aresztowany i wtrącony na 27 miesięcy do więzienia na warszawskim Mokotowie. Zaczęła się gehenna, 27 miesięcy tortur. Biskup został całkowicie odizolowany od rodziny i współpracowników. Nie mógł pisać listów i otrzymywać korespondencji i nie mógł też odprawiać mszy świętej. Był poddawany bestialskim torturom i psychicznym szykanom, które miały doprowadzić do uzyskania od niego informacji oskarżających prymasa Polski. Rozbierany do naga, bity do nieprzytomności, zamykany na wiele dni w zimnej, wilgotnej celi, w której z sufitu nieustannie kapała woda, głodzony, oślepiany światłem przez wiele godzin w nocy, faszerowany lekami, zatruwany zastrzykami, trzymany w fekaliach, poddany wymyślnym torturom, z których wyrywanie paznokci należało do najlżejszych. Przesłuchania odbywały się w cyklu 24-godzinnym. Zmieniali się śledczy, oskarżony pozostawał ten sam i sam stawał naprzeciw zdemoralizowanych katów i nie załamał się. Chodziło o to, aby za wszelką cenę złamać w więzieniu bp. Baraniaka, więc nagiego wrzucano do takiej celi, w której z góry płynęły fekalia. Co jakiś czas go wydobywano, on nie wiedział, jak długo to trwało - godziny, dziesiątki godzin. I czekali z kartką, żeby podpisał lojalkę, a on był tak wykończony, był tak wymęczony, że mówił do siebie tylko jedno: Baraniak, ty się nie możesz ześwinić.
W oficjalnych dokumentach UB nie ma mowy o biciu aresztowanego, a przecież abp Baraniak do końca życia miał na plecach kilka kilkunastocentymetrowych blizn będących, jak sam nazwał, pamiątką po pobycie w więzieniu. Lekarka opiekująca się arcybiskupem w ostatnich latach jego życia identyfikowała je jednoznacznie jako ślady po biciu.
W grudniu 1955 r. po ponad 2 latach zwolniono abp. Baraniaka z więzienia. Był wrakiem człowieka. 30 grudnia ubecy przywieźli go okrytym łazikiem do domu salezjańskiego w Marszałkach pod Ostrzeszowem. Na dworze był siarczysty mróz. Ubecy byli ubrani w futra, a wychłodzony i schorowany bp Antoni siedział ubrany w letni płaszcz. Funkcjonariusze UB odziani byli w futra, podczas podróży robili sobie przerwy, biegali dla rozgrzewki (Dzwonek) wokół samochodu i popijali alkohol. Ksiądz biskup siedział bez ruchu w łaziku. Po przyjeździe do Marszałek ubecy wnieśli w pozycji siedzącej zamarzniętego abp. Baraniaka, rzucili go na ławę w kuchni i powiedzieli: Przywieźliśmy wam Dziadka Mroza.
Wicemarszałek Małgorzata Kidawa-Błońska:
Dziękuję bardzo, panie pośle.
Poseł Jarosław Rzepa:
To oczywiście część jego życiorysu.
Serdecznie dziękuję za tę inicjatywę. Klub Koalicja Polska oczywiście popiera przyjęcie tej uchwały i oddaje hołd temu wielkiemu Polakowi. Dziękuję bardzo. (Oklaski)
Przebieg posiedzenia