9. kadencja, 80. posiedzenie, 1. dzień (28-07-2023)
17. punkt porządku dziennego:
Pierwsze czytanie obywatelskiego projektu ustawy o zmianie ustawy - Prawo oświatowe (druk nr 3520).
Poseł Mirosława Stachowiak-Różecka:
Pani Marszałek! Szanowna Pani Wnioskodawczyni! Szanowni Państwo! Chciałabym powiedzieć na wstępie kilka słów, zanim moje koleżanki z opozycji wejdą tu, na mównicę, i zaczną na temat tego projektu zmyślać, a więc opowiadać państwu, którzy to obserwujecie, o sprawach, które rzekomo w tym projekcie są, a których tak naprawdę nie ma. Więc na początek ustalmy parę rzeczy.
Po pierwsze, szanowni państwo, jest to projekt rodziców. (Oklaski) Projekt obywatelski. To rodzice wzięli w końcu sprawy w swoje ręce i przedstawiają to, co uważają za ważne, co zresztą pani wnioskodawczyni tutaj przywoływała. Po prostu uznali, że muszą z tym przyjąć do Sejmu, ponieważ my w tym środowisku nie byliśmy w stanie dojść do porozumienia, i rzeczywiście w wychowaniu w sprawach związanych z seksualizacją wspomóc i wesprzeć. Wzięli więc sprawy w swoje ręce i oto, szanowni państwo, debatujemy nad projektem, który proponują rodzice. Bardzo proszę nie przeinaczać, nie kłamać i nie wmawiać za chwilę, nie mówić z tej mównicy, że to jest jakiś pomysł Prawa i Sprawiedliwości. To po pierwsze.
Po drugie, pewnie będzie państwo mówić, bo to już w mediach się trochę niestety objawiło, co o tym myślicie. Szanowni państwo, mówicie, że jesteśmy przeciwnikami edukacji seksualnej dzieci i młodzieży. Nie ma o tym mowy w projekcie, żeby była jasność. Edukacja seksualna jest i będzie, jest w programie szkoły podstawowej i średniej. Proszę zajrzeć do podstaw programowych, proszę się przyjrzeć, jakie są propozycje, czego szkoła ma w tym zakresie uczyć. Oczywiście priorytetem jest bezpieczeństwo naszych dzieci w tym zakresie, edukacja sensowna, świadoma, bez jakichś nachalnych wątków związanych z seksualizacją, tylko po prostu edukacja seksualna. To jest, musi być i będzie. Tej zmiany nikt w tym zakresie nie wprowadza.
Państwo mówicie, że lepszy od nauczyciela jest ktoś z zewnątrz, jakiś edukator, właściwie nie wiadomo kto. W tym miejscu muszę państwu przypomnieć, że taki mamy ustrój, że jeśli chodzi o to, kto może nasze dzieci uczyć, spotkać się z nimi w szkole i tłumaczyć to, co ważne, to jest nauczyciel, dobrze do tego przygotowany i odpowiednio wykształcony. Nie ma miejsca w naszym ustroju na to, żeby te role na siebie zarówno w obszarze nauczania, jak i wychowania wziął ktokolwiek inny do tego nieprzygotowany. Przepisy jasno opisują, kto to może robić i jak ma być do tego przygotowany. Natomiast państwo nie chcecie i nie proponujecie takiej rozmowy, w której np. zastanowimy się jeszcze, jak lepiej nauczyciela, który prowadzi przedmiot: przygotowanie do życia w rodzinie, przygotować do nauczania pewnych zagadnień i tematów. O tym nie chcecie dyskutować. Wy macie rozwiązanie: niech przyjdzie ktoś z zewnątrz, edukator, jakaś organizacja pozarządowa i ona będzie lepiej wiedzieć, jak z tymi naszymi dziećmi pracować.
Szanowni Państwo! Jest jeszcze jedna rzecz, na którą chcę zwrócić uwagę, bo to jest ważne, o czym też, mam wrażenie, koniecznie chcecie zapomnieć i stawiacie opór, jeśli chodzi o tę sprawę. W przypadku każdego przedmiotu, którego uczymy w szkole, zwróćcie na to uwagę, jest bardzo wyraźnie opisana podstawa programowa, do której każdy rodzic i każdy zainteresowany może sięgnąć i zapoznać się z tym, czego my czy szkoła w zakresie danego konkretnego przedmiotu chcemy uczyć, w jaki sposób i w jakim zakresie, co chcemy powiedzieć. Nagle z waszej strony jest potężny opór, żeby rodzice w sprawach dla nich najważniejszych, dotyczących wychowania ich dzieci mieli również prawo do tego, żeby dowiedzieć się od organizacji pozarządowej, co ta organizacja pozarządowa proponuje i o czym chce z tymi dziećmi rozmawiać. Waszym zdaniem w interesie jest, nie wiem czyim i po co, żeby to pozostawało tajemnicą i niespodzianką, dopóki ten edukator nie wejdzie do szkoły i jej nagle nie objawi. Nie, musi być dokładnie tak samo jak z każdym innym przedmiotem w szkole. Jeżeli w odniesieniu do historii, języka polskiego i wszystkich innych przedmiotów rodzic może się dowiedzieć ze stron resortu edukacji, czego dziecko będzie się uczyć, co będzie przerabiać, tak samo powinno być w przypadku organizacji pozarządowej, która na proponowanych w tym projekcie warunkach może do szkoły wejść, podkreślam, bo to nie jest tak, że nie będzie mogła. Rodzic ma prawo do tego, żeby zapoznać się z tym, czego to dziecko będzie się tam od tej organizacji pozarządowej dowiadywało. Dla mnie to jest jasne i zupełnie nie rozumiem tego państwa oporu w tej sprawie.
I na koniec powiem jeszcze jedną rzecz. (Dzwonek) Szanowni państwo, rzeczywiście to jest jedna rzecz, która nas różni. My mówimy: rodzice mają najświętsze i niezbywalne prawo do tego, żeby decydować o wychowaniu swojego dziecka, a państwo z jakimś uporem godnym lepszej sprawy twierdzicie, że lepiej to zrobi jakieś społeczeństwo, może państwo, może jakaś organizacja pozarządowa, nie wiadomo kto. Mówicie, że my jesteśmy przestarzali, bo mówimy, że rodzic i rodzina ma do tego prawo. Otóż powiem państwu, że to jednak wy, bo pomysły na to, żeby nie rodzina o tym decydowała, były już ok. 100 lat temu, w 1917 r. Wtedy też były takie pomysły, że to społeczeństwo i państwo wie lepiej, jak wychowywać dzieci. Dziękuję bardzo. (Oklaski)
(Głos z sali: Brawo!)
Przebieg posiedzenia