9. kadencja, 81. posiedzenie, 1. dzień (16-08-2023)

9. punkt porządku dziennego:

Sprawozdanie Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży o obywatelskim projekcie ustawy o zmianie ustawy - Prawo oświatowe (druki nr 3520 i 3587).

Poseł Agnieszka Dziemianowicz-Bąk:

    Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Wiele zostało już powiedziane o formie, w jakiej został złożony ten projekt. O tym, że to jest trzecia próba przepchnięcia przez Sejm lex Czarnek, dwukrotnie zawetowanego przez prezydenta Andrzeja Dudę. O tym, że ten projekt ˝obywatelski˝ to jest tylko z nazwy, bo jest jasne, że powstał na zamówienie ministra Czarnka, upokorzonego dwukrotną porażką. O tym, że prawdziwe, ważne i potrzebne projekty naprawdę obywatelskie, takie jak finansowanie wynagrodzeń nauczycieli z budżetu państwa albo powiązanie ich ze średnimi wynagrodzeniami w gospodarce, zalegają decyzją Prawa i Sprawiedliwości w sejmowej zamrażarce. To wszystko prawda, ale główny problem tego projektu nie tkwi nawet w jego formie, a w jego treści.

    Mówicie państwo, że chcecie chronić dzieci przed seksualizacją. W tym projekcie jednak nie znajdziemy nawet najprostszej definicji tego, czym według autorów ta seksualizacja ma być. W dodatku, jak się okazało podczas dzisiejszego posiedzenia sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży, wnioskodawcy przyznają, że brak tej definicji nie jest przypadkowy, tylko jest to właśnie świadoma, celowa decyzja. Decyzja, która pozwoli za seksualizację uznać wszystko to, co nie spodoba się ministerstwu i w efekcie pozbawi młodzież szansy na choćby minimalną, rzetelną edukację seksualną. Ale co gorsza, ta decyzja o braku definicji seksualizacji pozwoli prawdziwe zagrożenia dotyczące przemocy seksualnej i krzywdy wobec dzieci zamiatać pod dywan, przymykać oko np. na ankiety posła Kurzępy, ciekawiącego się, czy uczniowie się masturbują albo czy sięgają po pornografię, przymykać oko na przenoszenie seksualnych oprawców z parafii do parafii. Brak definicji seksualizacji w projekcie to jest po prostu furtka dla tych, którzy zamiast chronić dzieci, chcą chronić ich oprawców.

    My, Lewica, chcemy bezpieczeństwa wszystkich dzieci, dlatego do tego złego projektu, ale jednak, składamy poprawki. Po pierwsze, poprawkę wprowadzającą rzetelną i opartą na wiedzy naukowej definicję seksualizacji. Po drugie, kolejny już raz, tak jak przy pierwszym i przy drugim projekcie lex Czarnek, wnosimy poprawkę antypedofilską. Apelujemy o przyjęcie przepisu wprowadzającego obowiązek informowania przed wejściem do szkoły i pod groźbą kary za składanie fałszywych oświadczeń, czy w danej organizacji, danym stowarzyszeniu, związku wyznaniowym albo Kościele, które chcą prowadzić zajęcia na terenie szkoły, są osoby prawomocnie skazane za przestępstwa seksualne i pedofilskie. Bo to jest naprawdę niezwykle istotne, żeby żaden seksualny drapieżca, bez względu na to, czy jest ubrany w bluzę, czy jest ubrany w sutannę, i żadna chroniąca go organizacja naprawdę nie mieli wstępu do polskiej szkoły. Do tej pory ani Prawo i Sprawiedliwość, ani Konfederacja nie poparły tej tarczy chroniącej dzieci przed przemocą seksualną. Jak będzie tym razem? Zapewne dokładnie tak samo, ale chcę wszystkim zagwarantować, że po wygranych wyborach 15 października przepisy Lewicy chroniące dzieci staną się obowiązującym prawem, staną się faktem i polska szkoła, i polskie dzieci naprawdę w końcu będą bezpieczne. Dziękuję. (Oklaski)


Przebieg posiedzenia